Alternatywne dźwięki Ensimi

Alternatywny electro-rockowy zespół Ensimi powstał w 1996 roku. Założyło go kilku przyjaciół, dla których zespół był pretekstem do...

591
591
Udostępnij

Alternatywny electro-rockowy zespół Ensimi powstał w 1996 roku. Założyło go kilku przyjaciół, dla których zespół był pretekstem do tego, aby móc się ze sobą spotykać, a przy okazji mieć trochę zabawy z realizacji własnych muzycznych pomysłów, które oscylowały wokół rocka i elektroniki.

Członkowie zespołu:

Guðni Finnsson – bas, wokal
Franz Gunnarsson – gitara, wokal
Arnar Thor Gislason – perkusja
Þorbjörn Sigurðsson – klawisze, wokal

Początkowo muzycy Ensimi nie mieli większych artystycznych ambicji, nie marzyli o podboju sceny muzycznej Islandii ani tym bardziej reszty świata. Ale ich myślenie o muzyce i zespole zmieniło się nieco, kiedy pierwszymi nagraniami demo zainteresowała się wytwórnia A&R, która zaoferowała grupie kontrakt płytowy.

Debiutancki album Ensimi zatytułowany „Kafbátamúsík” wydany w 1998 roku wywołał spore, pozytywne, zamieszanie w Islandii. Zespół zdobył dwie statuetki podczas rozdania nagród Icelandic Music Awards, w tym dla „najlepszego debiutanta” i za „piosenkę roku” („Atari”). Do dziś album ten jest uważany za jeden z najlepszych albumów w historii muzyki islandzkiej.

Po wyczerpującej trasie koncertowej i medialnym szumie wokół Ensimi, muzycy otrzymali propozycję współpracy nad następną płytą z żyjącą legendą, producentem Steve Albini. Na przygotowanie nowego materiału panowie mieli zaledwie kilka tygodni, ale wszyscy stanęli na wysokości zadania i wyrobili się w tym czasie. Następnie zamknęli się w studio ze wspomnianym producentem, który pokazał zespołowi jak pracować w sposób bardziej surowy, bez współczesnej wszechobecnej cyfryzacji. Dzięki takiemu zabiegowi, drugi album Islandczyków o tytule „BMX” ukazał ich bardziej organiczne oblicze, będące wypadkową alternatywnego rockowego podejścia Albiniego i electro-rocka Ensimi zapoczątkowanego na pierwszej płycie.

Po kolejnej serii koncertów Ensimi postanowił opuścić swoją wytwórnię. Swój trzeci album zespół nagrał w swoim własnym studio. Wydawnictwo to zatytułowane „Ensími” zostało opublikowane w 2002 roku. Wtedy też grupa po raz pierwszy wyruszyła w trasę koncertową poza Islandię. Występowali nie tylko w Europie, ale i w USA. Muzycy podpisali też kontrakty z wytwórniami w USA i Niemczech. Ale po latach „naciągania się” z nimi, zrezygnowali w końcu z dalszej współpracy i uwolnili spod różnych, jak się okazało niewygodnych umów.

Po wielu latach medialnej ciszy, w 2010 roku Ensimi pojawili się z nowym albumem zatytułowanym „Gæludýr”. Nowy materiał nie zawiódł fanów grupy. Cieszył się również dużym uznaniem wśród krytyków i mediów. Zainteresowanie przełożyło się na liczne lokalne koncerty i występy na festiwalach muzycznych.

W 2015 roku Ensimi powrócili do nas z nowym, piątym w kolejności albumem zatytułowanym „Herðubreið”. Jego nagraniami i produkcją zajmował się Hrafn Thoroddsen. Miksowanie materiału wykonał Arnar Gudjónsson. Zaś mastering oddano w ręce Mandy Parnell. Dodam, iż projekt okładki przygotowała Linda Loeskow.

Album „Herðubreið” to potwierdzenie wysokiego poziomu kompozycyjnego i wykonawczego islandzkiej alternatywy według Ensimi. Zestawianie ze sobą gitarowej muzyki alternatywnej charakterystycznej dla lat 90-tych i brzmień klawiszy, których klimat pcha nas w ramiona lat 80-tych jest jak stąpanie po cienkim lodzie. Nie każdy potrafi umiejętnie połączyć nie tylko te dwa różne dźwiękowe światy, ale też towarzyszące tym stylom emocje.

Są na szczęście tacy, którzy mogą. Ensimi są tego dobrym przykładem. Grupa po raz kolejny nie zawodzi. Tym bardziej, że panowie korzystając ze swoich doświadczeń i inspiracji przekuli je ponownie w coś świeżego i inspirującego.

e1

Możecie być pewni, że na ich płycie „Herðubreið” odnajdziecie mnóstwo smaczków i momentów, które będą dla Was ogromnie inspirujące. Muzycy bardzo ciekawie łączą w swojej muzyce różne nieoczywistości. Raz zaskakują gitarowo-perkusyjną surowością, a kiedy indziej błogimi klawiszami. Jednym razem brzmią bardziej rockowo, a innym razem bliżej im do dream/synth-popu, a nawet new wave. Każda z kompozycji zamieszczonej na płycie jest na swój sposób ujmująca. A większość z nich zwycięża nie tylko ze względu na atmosferę i nastrój, ale też dzięki melodiom.

Czynione przez muzyków zabiegi i eksperymenty nie pozbawiają albumu spójności, w której utrzymaniu pomaga delikatny wokal. Głos Hrafna, który śpiewa po islandzku, ma brzmienie „słodkiej melancholii”, która łagodnie wynurza się z instrumentalnego tła i rozpościera nad nim subtelną mgiełką. Wrażenie rozmarzenia w liniach melodycznych potęgują harmonie budowane wraz z innymi udzielającymi się wokalnie muzykami.

Na nową płytę Ensimi trzeba było czekać około pięciu lat. Warto było? I to jak! Albumem „Herðubreið” Islandczycy pokazali, że nagrywają naprawdę dobre piosenki i nie chodzi mi tylko o single i bycie w radiu. Ale czy mogło być inaczej?

e2

Ensími – „Herðubreið”

1. Herðubreið (4:19)
2. Mosó (3:49)
3. Heimur Horfir Á (4:36)
4. Búagott (3:17)
5. Bjarga Þér (3:33)
6. Aukalíf (4:27)
7. Táradalur (5:19)
8. Treystu Mér (3:18)
9. Steinefni (6:05)
10. Heyr Höfuðgafl (4:54)
11. Óttalaus (2:17)

Zapraszam na profil Facebook Ensími – TU, na profil Soundcloud – TU i na profil Reverbnation – TU.

Autor: Marcin Kozicki / www.StacjaIslandia.pl

Opublikowany w:


Przyłącz się do rozmowy