Lady Pank staję się na scenie, kiedy wychodzimy grać – wywiad z Januszem Panasewiczem

W hotelowym lobby, tuż przed koncertem, spotkałyśmy się wczoraj z Januszem Panasewiczem. O muzyce, zespole, planach na przyszłość...

6908

W hotelowym lobby, tuż przed koncertem, spotkałyśmy się wczoraj z Januszem Panasewiczem. O muzyce, zespole, planach na przyszłość i codziennym życiu z liderem Lady Pank rozmawiały Justyna Grosel i Marta Niebieszczańska.

Rok temu obchodziliście 35-lecie zespołu. Mijają kolejne lata Waszego istnienia, zmieniają się ludzie i zmieniają się pokolenia, ale od początku byliście i nadal jesteście Lady Pank. Czym dla Ciebie jest Lady Pank?

W Lady Pank wrosłem zupełnie. Powiem szczerze, że nie często zadaję sobie to pytanie. Ja tym po prostu żyję. Moje dzieci robią sobie czasami ze mnie żarty. Szczególnie, kiedy jesteśmy gdzieś razem na spacerze, czy na wakacjach i ludzie nas zaczepiają i chcą zrobić sobie ze mną zdjęcie. Lady Pank to moje życie i cała radość z tego, że robimy muzykę, nagrywamy, podróżujemy, gramy dla ludzi na całym świecie. Spotykamy wspaniałe osoby. To jest fascynujące, ale to jest moja praca. Żyję z tym, więc Lady Pank jest moją codziennością. Oczywiście staram się nie wykorzystywać tego, że jestem Lady Pank i z tego powodu coś mi się szczególnie należy. Mam normalne życie i Lady Pank staję się na scenie, kiedy wychodzimy grać. Na co dzień tak nie jest.

Jaki zatem jest na co dzień lider Lady Pank?

Jak każdy. Banalny. (śmiech) Mam małe dzieciaki, które mają po 10 lat i staram się z nimi mieć dobry kontakt. Chodzą do szkoły, ja staram się im pomagać i widzę, że ze mną bywa słabo. Mają przedmioty, z których niekoniecznie ja byłem dobry, więc wtedy trzeba korzystać z pomocy korepetytora, bo ja nie jestem w stanie im pomóc. Staram się żyć tak jak większość ludzi. Zajmuję się wieloma rzeczami. Poza graniem koncertów, nagrywaniem płyt i spotykaniem się z ludźmi, realizuję też swoje własne projekty. Przygotowuję programy, nagrywam swoje płyty, więc to życie około muzyczne, około zespołowe, cały czas gdzieś we mnie jest i nie mam za dużo czasu na tylko swoje inne zajęcia.

Czym pasjonujesz się poza muzyką?

Sport. Jestem fanem sportu. Nawet teraz, kiedy tu przyleciałem śledzę informacje i to co się dzieje. Szczególnie w Hiszpanii, ponieważ tam jest teraz gorąco. Kibicuję Barcelonie i jeżdżę raz, dwa razy do roku na mecze piłki nożnej. Teraz w Hiszpanii jest referendum. Katalonia chce się odłączyć od Hiszpanii i piłkarze poprosili o to aby odwołać mecz, bo może dojść do niechcianych sytuacji. Rząd jednak nie zgodził się na odwołanie meczu i dlatego sto tysięcy ludzi, którzy przychodzą oglądać na stadion nie weszło dzisiaj na widownię. Piłkarze grają dziś przy pustych trybunach. Oczywiście interesuję się różnym sportem, nie tylko piłką nożną i śledzę niemal cały czas to, co się dzieje.

Mniej lub bardziej wasze teksty były zaangażowane politycznie. Czy zmiany polityczne i historyczne, jakie zachodziły i zachodzą wpływały na wasz zespół i muzykę?

To zależy, kto pisze teksty dla zespołu. Jeżeli pisze je Andrzej Mogielnicki, który jest prawnikiem z zawodu i jest bardzo zaangażowany, to teksty są bardzo polityczne. On się czuje w tych tematach jak ryba w wodzie i potrafi rewelacyjnie pisać o aktualnej sytuacji politycznej. Jestem pewien, że Andrzej pilnie obserwuje, co się dzieje w Polsce i na świecie. To dla niego prawdziwa „pożywka” i on to czuje. Potrafi ubrać tak w słowa, że powstają rewelacyjne teksty. Umówiliśmy się, że teksty do naszej kolejnej płyty, nad którą będziemy pracować i nagrywać już w przyszłym roku, będzie pisał właśnie Andrzej Mogielnicki. Ponieważ jak ja piszę teksty to wchodzę w sprawy damsko-męskie, ducha, emocje. To mnie kręci, bo nie potrafię pisać tekstów społecznych. Ja się w tym nie czuję dobrze, natomiast jak napisze to „Mogiel” to uwielbiam je śpiewać. Używa w tekstach skojarzeń, metafor… Ubiera w słowa, które chętnie wyśpiewuje.

Wspomniałeś o nowej płycie w przyszłym roku. Jakie są plany muzyczne?

Już 10 listopada, czyli w sumie zaraz, wyjdzie płyta pt. „Zimowe Graffiti 2”. Dwadzieścia lat temu nagraliśmy „Zimowe Graffiti 1”. To są piosenki świąteczne, one nie tyle mówią o świętach, co o atmosferze związanej ze świętami. Dotyczą relacji międzyludzkich, w związku z tym, że w tym właśnie okresie bardzo często spotykają się ze sobą ludzie, którzy czasami nie widzą się latami. Teksty, podobnie jak w pierwszym wydaniu, pisałem ja, a płyta powstała z Jankiem i innymi muzykami. „Zimowe Graffiti 2” jest już gotowa. Jest tam 10 utworów i będzie miała premierę 10 listopada. Najprawdopodobniej będą dwie wersje. Wersja z tekstami i wersja instrumentalna, grana na pianinie.

Tak się udało, że płyta powstała z tym samym realizatorem, z którym realizowaliśmy „Zimowe Graffiti 1” 20 lat temu. Także Janek, Wojtek Olszak, pianista i ja i oczywiście pozostali muzycy z Lady Pank, spotkaliśmy się i nagraliśmy to wspólnie.

W przyszłym roku szykuje się wiele ciekawych wydarzeń, bo będzie 35-lecie wydania naszej pierwszej, słynnej płyty i w związku z tym planujemy szczególną serię koncertów. Koncertów nie będzie dużo, ale będą ze specjalną scenografią i będą dotyczyły tylko pierwszej płyty. Pierwszy koncert ma się odbyć 20 czerwca 2018 roku, bo wtedy wyszła nasza pierwsza płyta. W drugiej połowie roku zaczniemy pracę nad nową płytą.

Czyli po tym, co mówisz, możemy spodziewać się mocnej płyty.

Tak. Na pewno. Andrzej już się przygotowuje do pisania tekstów i będą one zapewne mocne. On pisząc teksty robi to w bardzo dowcipny sposób, taki, że to potem na długo w ludziach zostaje. Często jest tak, że jego teksty wchodzą w język potoczny i ludzie z nich korzystają niemal na co dzień.

Wielu twórców uważa, że najlepszym miejscem do słuchania muzyki jest samochód. Czego słuchasz, kiedy jeździsz samochodem?

Ja słucham dużo, ale także swojej muzyki. Teraz jak nagrałem „Zimowe Graffiti 2” to od razu zabrałem płytę do samochodu i jej tam niemal cały czas słuchałem. Większość płyt, które nagrywamy, czy nagrywam, słucham podczas jazdy, żeby sprawdzić, czy wszystko jest dobrze, czy może trzeba coś zmienić.

Dużo podróżujemy, szczególnie w Polsce. W tym roku mamy bardzo dużo koncertów, praktycznie zajęte są wszystkie weekendy. Granie łączy się z podróżami, więc i siedzimy i słuchamy dużo różnej muzyki. Oczywiście słucham nie tylko swojej muzyki. Teraz jeździłem z „Zimowym Graffiti 2” i podchodzę do tego bardzo technicznie i nawet znalazłem coś co chętnie bym zmienił, ale nie mam już możliwości, bo płyta jest już po masteringu.

Teraz słucham w samochodzie dużo jazzu. Wróciłem do Davisa, którego słuchałem kiedyś i teraz ta przestrzeń w jego graniu, jego trąbka idealnie mi pasuje. Słucham też innego grania, np. ostatnio Foo Fighters. Ich nowa płyta daje niezłego kopa podczas jazdy samochodem. Jak muzyka dodaje mocy do prowadzenia to jest dobrze.

Czy miałeś możliwość słuchać czegoś islandzkiego?

Oczywiście! W listopadzie będę nawet na koncercie islandzkiego zespołu. Wiadomo, że Bjork to legenda. Ja i moje dzieciaki jesteśmy zakochani w Kaleo. To jest genialny zespół. Usłyszałem ich i od razu ściągnąłem ich płytę. W tej chwili moi koledzy z USA mówią mi, że ich wszystkie koncerty w Stanach są wyprzedane i to jest rewelacyjne. Wokalista Kaleo, kiedy śpiewa, nawet jak się na niego patrzy, jest prawdziwy w tym, co robi. To jest przecież młody chłopak a ma niezwykłą barwę głosu. Ja byłem zaskoczony, że w takim kraju jak Islandia powstaje zespół, który gra po amerykańsku. Oni grają klimaty, które ja lubię… Kalifornijskie, do samochodu. W listopadzie grają w Warszawie i idę na ich koncert. Myślałem, że uda nam się ich spotkać w Reykjaviku, ale oni teraz są w Stanach. To jest zespół, którym zachwyciłem się od razu. Nie spodziewałem się takiego klimatu, takiego grania po islandzkim zespole. To jest przecież zimna wyspa, wulkany, lodowce. Każdemu Islandia kojarzy się z Bjork, ale to jest awangarda kompletna. Kaleo natomiast grają muzykę, która mi wchodzi i to jest muzyka do samochodu. Nie spodziewałem się, że w tych czasach, w których jesteśmy doczekam się zespołu i to na dodatek z Islandii, który będzie tak grał. Młodzi ludzie, a grają bluesa, jakby wychodził wprost z ich krwi, jakby całe życie go grali. To jest fantastyczne, podziwiam ich.

Twoje pierwsze wrażenia po wylądowaniu w Islandii?

Ciemno było, więc niewiele widzieliśmy, ale jechało się dobrze. (śmiech) W pewnym momencie jechaliśmy i było zwężenie drogi, taki jakiś przejazd i nawet powiedziałem, że to tak jak pod Jankami w Warszawie. Czyli normalni są, budują się (śmiech)

Takie to moje pierwsze wrażenie, ogólnie bardzo pozytywnie. Wszystko wygląda inaczej. Domy są takie przyjaźnie kolorowe. Chodzę, oglądam i robię sobie zdjęcia. Dzisiaj mamy jeszcze pojechać na zorzę, a jutro będziemy mieli trochę czasu na spacer po mieście.

Harpa jest niezwykłym miejscem na występ. Jest to jeden z najpiękniejszych i najlepszych obiektów koncertowych w Islandii i na świecie. Przypominasz sobie może miejsca, w których koncertowaliście, które miały dobrą energię i gdzie się grało Wam dobrze, a do tego jeszcze widownia była rewelacyjna?

Pamiętam teraz szczególnie jedno miejsce, w Vancouver w Kanadzie. To było z 10 lat temu. I to był klub Richards and Richards, czyli klub, gdzie grali najwięksi m.in. Sting. Każdego dnia był tam jakiś koncert gwiazdy. Świetne miejsce, rewelacyjna akustyka, energia i ludzie. Bardzo dużo jest fajnych miejsc w Anglii. Angielskie kluby, ale niekoniecznie londyńskie, jak Peterborough, Boston, prowincja Anglii. Wyjeżdża się tam i wchodzimy do garderoby, a wszystko wygląda trochę jak stara stodoła. Rozglądasz się dookoła i po tym, co jest na ścianach widać, kto tam grał. A grali wszyscy… The Doors, Jimi Hendrix, Elton John, George Harrison… Ja się tym ekscytuję, a koledzy z kolei mówią, że to tak jak z tym, kiedy koncertujemy np. w Kielcach, czy w Rzeszowie, to oni jeździli do Bostonu, do Peterborough, bo oni są z Anglii. Jak człowiek pomyśli logicznie to zdaje sobie sprawę, że te sławy wtedy zaczynały grać i wtedy jeździli po tych klubach i grali koncerty niemal wszędzie. Właśnie w takim Hull, czy innym pomniejszym, pełnym energii klubie.

Miejsc z tradycjami jest sporo i wydaje mi się, że w Anglii jest ich dużo. Graliśmy tam w wielu super klubach, świetne miejsca, sale, ludzie i atmosfera. Kluby takie, które powstały specjalnie do grania muzyki.

O Harpie słyszałem dużo dobrego, ale jeszcze tam nie byłem, więc dopiero podczas koncetu będę mógł sprawdzić jak się tam gra.

Dziękujemy Ci bardzo za rozmowę i życzymy udanego pobytu w Islandii. 

Zdjęcia z koncertu w Reykjaviku: Marta M. Niebieszczanska / Iceland News Polska.

Opublikowany w: