Nie da się żyć w miejscu, gdzie nie ma kultury

Yrsa Sigurðardóttir jest islandzką pisarką i absolwentką inżynierii budowlanej – pracowała między innymi przy budowie Karahnjukur, największej tamy...

3517
3517
Udostępnij

Yrsa Sigurðardóttir jest islandzką pisarką i absolwentką inżynierii budowlanej – pracowała między innymi przy budowie Karahnjukur, największej tamy w Europie. Najsłynniejsze tytuły w jej dorobku, to m.in. „W proch się obrócisz”, „Weź moją duszę” czy debiut „Trzeci znak” z 1998 roku (w Polsce książka ukazała się w 2007). Peter James nazwał ją „Jednym z najbardziej ekscytujących głosów w świecie powieści kryminalnych”.

Kaśka Paluch: Jesteś inżynierem i piszesz książki, to dość niespotykane połączenie, bo zazwyczaj ludzie dzielą się na humanistów i umysły ścisłe. U ciebie to się jakoś równoważy.

Yrsa Sigurðardóttir: To się uzupełnia. W ciągu dnia jestem inżynierem, a piszę wieczorami i to są zupełnie inne zajęcia. W inżynierii liczą się przede wszystkim liczby, kwestie technologiczne i tak dalej. Ale kiedy piszę, odpoczywam, więc chociaż pracuję tu i tu, nie odczuwam tego jako bardzo długiego dnia w pracy.

W kwestii inżynierii musze cię zapytać o coś jeszcze. W reportażu Magdy Łukasiak, wyczytałam sporo historii zebranych wśród mieszkańców Islandii, o tym, że budowanie tam zwykle wiąże się z tematem wierzeń w elfy i ukrytych ludzi. To prawda? Czy w swojej pracy też się z nimi spotykasz?

Oczywiście. Na przykład miałam takie spotkanie kilka lat temu, kiedy pracowałam nad budową instalacji geotermalnych. Musieliśmy zmienić plany budowy i przenieść instalację, ponieważ jej konstruktor powiedział, że wcześniej planowana droga przechodzi przez kamień zamieszkany przez elfy. Zmieniliśmy więc jej plan tak, żeby zachować kamień w nienaruszonym stanie.

Sama wierzysz w elfy?

Nie tyle wierzę, co szanuję tę tradycję. To jest ważna część historii naszego kraju i naszych tradycji. Poza tym lubię to, lubię tę koncepcję.

Yrsa Sigurðardóttir/ fot. Lilja Birgisdóttir

Wielu artystów i pisarzy z Islandii mówi, że natura ma dla nich bardzo inspirujące właściwości.

Tak, natura ogromnie inspirującą strukturą dla życia w Islandii. Pogoda jest zmienna, najpiękniejsza pogoda może się zamienić w sztorm tego samego dnia. Mamy morze, które ma bardzo duże znaczenie dla naszej ekonomii. I dla życia również, bo wiele osób pracuje na morzu i również na morzu umiera. Są też wulkany, gorące źródła. To wszystko sprawia, że jesteśmy niezwykle blisko natury. Wychodzisz z miasta i po 10 minutach jesteś już wśród dzikiej natury. Myślę więc, że ludzie, którzy wychowali się na Islandii mają dużo bliższy związek z naturą niż inni, pochodzący na przykład z dużych miast. To jest nasza codzienność.

Islandia staje się coraz bardziej popularnym celem turystów. Nie obawiasz się, że ten natłok przyjezdnych sprawi, że to miejsce przestanie być już taką oazą spokoju i natury?

Nie sądzę, żeby to miało mieć związek ze wzrostem przestępczości, bo turyści przyjeżdżają raczej dobrze się bawić i podziwiać widoki. Zmartwieniem są te osoby, które robią niebezpieczne rzeczy i stwarzają zagrożenie dla siebie.

Yrsa Sigurðardóttir

Chyba ciężko jest czerpać inspirację do kryminałów w kraju, w którym dochodzi do, statystycznie, jednego morderstwa rocznie. Skąd czerpałaś całą wiedzę kryminologiczną?

Zaczynałam przede wszystkim jako czytelniczka. Kryminały są w pewnym sensie, zazwyczaj, podobne do siebie, niezależnie od tego jak duży jest kraj, z którego pochodzą. Większość morderstw zdarza się między ludźmi, którzy się znają albo są spowodowane narkotykami i tak dalej. Myślę, że większym wyzwaniem jest napisanie kryminału, który będzie do zaakceptowania przez czytelników z Islandii, którzy mogą ocenić jak bardzo prawdopodobne są poszczególne zdarzenia.

Nie mam zbyt dużej wiedzy na ten temat, ale wydaje mi się, że problematyczną kwestią przy takim badaniu prawdopodobieństwa są na przykład porwania.

Zgadza się, raczej nie dochodzi do porwań, nie mamy tu zorganizowanej przestępczości, gangów. Więc muszę skupiać się raczej na kreowaniu postaci wśród zwykłych ludzi, którzy gubią właściwy kierunek.

Yrsa Sigurðardóttir z książką Lygi / fot. Iceland News Polska

Jak odbierasz takie porównania jak „islandzka odpowiedź na Stiega Larssona”?

Myślę, że to porównanie pochodzi z prasy brytyjskiej. Nie sądzę, żeby moje pisanie miało coś wspólnego z piórem Larssona. Nigdy nie próbowałam go kopiować, zresztą nikogo innego.

Wydaje mi się, że takie porównania tworzą się, ponieważ literatura skandynawska, szczególnie nordic crime, mają swoje specjalne miejsce w innych częściach świata. Co takiego jest w kryminałach z północy, że świat postrzega je jako wyjątkowe?

Moim zdaniem z wielu powodów tak jest. Jednym z nich jest to, że nordycki styl pisania jest bardzo zwięzły, unikający niepotrzebnych słów. Jest w nas też pewna fascynacja społeczną niesprawiedliwością. W literaturze nordyckiej nie ma też superbohaterów, nieskazitelnych postaci. Detektywi nie są krystalicznie czyści, perfekcyjny. Myślę więc, że to wszystko razem pasuje bardzo dobrze do kryminałów. I mamy szczęście, że ludzie potrafią się utożsamić z takim stylem pisania.

Choć zdawać by się mogło, że wszyscy Islandczycy są muzykami, to jest też kilku pisarzy. (Śmiech) Jak to jest uprawiać ten zawód w Islandii?

Mamy dość sporo pisarzy. Rząd islandzki wspiera ich specjalnym programem. To mały kraj z niewielkim rynkiem książkowym, więc utrzymywanie się z samego pisania jest trudne, szczególnie dla tych, którzy publikują tylko po islandzku. Rząd wspiera więc pisarzy czymś w rodzaju pensji. To doskonałe rozwiązanie zwłaszcza dla poetów. Chyba nie da się żyć z bycia poetą.

Jak w wielu miejscach na świecie.

Zgadza się. Dlatego to wsparcie od państwa jest takie ważne. Chyba, że masz inną pracę – w przeciwnym razie warto starać się o takie dofinansowanie.

I właśnie dlatego tak lubię to miejsce. Kultura, literatura, cieszą się tu respektem.

Oczywiście, moim zdaniem każdy kraj powinien tak robić. Chodzi o to, że kultura tworzy mnóstwo innych rzeczy. Jeśli w kraju dominuje tylko industrializacja, jeśli w danym miejscu robi się tylko pieniądze, ale pozbawia się je kultury, to moim zdaniem to nie jest miejsce, w którym można dobrze żyć.

Książki Yrsy Sigurðardóttir zyskują coraz większe rzesze miłośników i tłumaczone są na wiele języków, w tym także na język polski. Jeżeli jeszcze nie przeczytaliście żadnej z książek, które napisała to gorąco Was do tego zachęcamy. Polskojęzyczne książki możecie kupić bezpośrednio od Magdaleny Ostrowskiej, która z pasji do czytania i ksiażek prowadzi Antykwariat – Polska Strefa Książek na Islandii. Więcej informacji na temat dostępnych książek możecie uzyskać bezpośrednio od Magdaleny, kontaktując się z nią poprzez Facebooka – TU lub mailowo – magdalenaostr@o2.pl.

Opublikowany w: