Czekamy na nasze pieniądze…

Pracownicy z Polski, zatrudnieni przez polską firmę G&M, która pracowała jako podwykonawca przy trzech dużych projektach budowlanych w...

5876

Pracownicy z Polski, zatrudnieni przez polską firmę G&M, która pracowała jako podwykonawca przy trzech dużych projektach budowlanych w Islandii, ciągle czekają na wypłaty.

Jak wynika z informacji podanych przez pracowników, problemy z wypłacaniem pensji rozpoczęły się, ponieważ islandzka firma LNS Saga nie płaciła polskiemu partnerowi za wykonaną pracę.

W pewnym momencie poinformowano nas, że niewypłacalność firmy spowodowana jest brakiem przelewów od LNS Saga za wykonane prace. Islandzka spółka nie płaciła systematycznie i G&M wiele razy musiało długo czekać na przelewy. Ponoć islandzka firma LNS Saga potrafiła zalegać nawet trzy, cztery miesiące z fakturami – powiedział jeden z pracowników.

Po strajkach pracowników, które rozpoczęły się na budowach w Reykjaviku i na północy Islandii w sprawę zaangażowały się związki zawodowe. Islandzka firma starała się ratować sytuację, obiecując pracownikom ochronę i pomoc w walce o ich prawa. Kiedy sprawa została nagłośniona, przedstawiciele polskiej spółki ujawnili niesumienność LNS Saga. Jak się okazało firma ta, pomimo rozmów i próby znalezienia wyjścia z sytuacji, nagle zerwała współpracę z polską spółką.

lns1

Na początku, kiedy sprawa została nagłośniona przez islandzkie media, prezes spółki LNS Saga, Ásgeir Loftsson, powiedział że „w umowach, które zawarliśmy z G&M jest jasno napisane: wszystko musi być zgodne z islandzkimi prawami i przepisami”. Dodał, że firma prowadzi rozmowy z przedstawicielami spółki, aby upewnić się, że ludzie otrzymają pensje.

Dodał także, że w związku z zaistniałą sytuacją, LNS Saga: „będzie wywierać nacisk na G&M, aby ta wywiązała się z umowy i do czasu rozwiązania problemu jego firma wstrzyma płatności dla G&M”.

Na początku nie wierzyliśmy, że islandzka firma zalega z jakimiś płatnościami. Wydawało się, że chcieli nam pomóc. Jednak okazało się to prawdą. Po naszych pierwszych strajkach pieniądze się znajdowały. Wszyscy bali się tego medialnego szumu.

Od czasu, kiedy pierwsze wiadomości o sprawie „oszukanych” pracowników pojawiły się w sieci, wielu ludzi zgłaszało się do redakcji Iceland News Polska i opowiadało o swoich doświadczeniach w pracy z firmą G&M, jak również innymi firmami, na które padł cień podejrzeń o niewłaściwe traktowanie pracowników.

Islandzka sieć radia i telewizji ruv.is, z którą współpracujemy w tej sprawie, wielokrotnie rozmawiała z przedstawicielami związków zawodowych. Wszyscy wyraźnie wskazywali na istniejące błędy i niezgodności z prawem pracy, jakie odkryto podczas badania sprawy polskich pracowników firmy G&M, zatrudnionych przy budowie hotelu szpitalnego oraz elektrowni geotermalnej na północy kraju.

lns2

Z wywiadu, którego wczoraj udzielił przedstawiciel Islandzkiej Konfederacji Pracy (ASI) – Halldór Grönvold, wynika że do odpowiedzialności za to, co zaszło, powinni być pociągnięci wszyscy. Według niego wykonawcy (islandzka spółka) są odpowiedzialni za podwykonawców (polską  firmę) oraz za agencje pracy tymczasowej, które zatrudniają do wykonania danego projektu. Islandzki wykonawca powinien upewnić się, że pracownicy tych firm są zatrudnieni na warunkach, jakie obowiązują w Islandii, a wysokość wynagrodzeń jest zgodna z umowami zbiorowymi, jak również kontrakty spełniają warunki, jakie wynikają z obowiązującego prawa pracy.

Pracownicy, którzy zdecydowali się na pracę dla firmy G&M, pracowali zgodnie z umowami, które były zawarte między spółką, a nimi. Jak mówią, firma wywiązywała się z płatności, które były określone na umowach. Każdy z pracowników otrzymywał wypłatę dwa razy w miesiącu. Pierwsza część była wypłacana w dniu 10. każdego miesiąca. Kolejna część pensji była przelewana około 20. każdego miesiąca. W pewnym momencie firma zaczęła spóźniać się z płatnościami. Stało się to tak nagminne, że ludzie zaczęli strajkować i poszli do związków zawodowych.

Zdjęcie z budowy gdzie pracowali zatrudnieni przez firmę G&M
Zdjęcie z budowy gdzie pracowali zatrudnieni przez firmę G&M

Kiedy związki zainterweniowały okazało się, że pracownicy nie mają wypłacanych dodatkowych pieniędzy za nadgodziny i pracę w weekendy.

Pracownikom częściowo udało się otrzymać pieniądze, jednak nadal nie wszystkie. Firma ciągle zalega z wypłatami. Z rozmów telefonicznych, jakie prowadziliśmy z pracownikami, którzy nie pracują już dla G&M dowiedzieliśmy się, że takie opóźnienia były dość częste i to nie tylko w Islandii. Podobne problemy z regularnością w wypłacaniu pensji miały miejsce w innych krajach, gdzie firma prowadzi projekty budowlane.

Pracownikom w Islandii firma nadal zalega z wypłatami.

Jest to część wypłat z września i wypłaty październikowe. To są pieniądze, które teoretycznie miały być zabezpieczone dla nas przez islandzką spółkę. LNS Saga przedstawiła nam układ, który zakładał, że jeśli zostaniemy w Islandii i zgodzimy się na zatrudnienie w innej polskiej firmie – Lambda, z którą ukończyć mielibyśmy projekt budowlany, to nie powinniśmy się martwić o pieniądze. Powiedziano nam, że jeśli wrócimy do Polski to oni nie wiedzą, czy my te pieniądze dostaniemy… – komentował rozczarowany zaistniałą sytuacją pracownik. Dodał, że wszyscy, którzy pracowali, zgodzili się wcześniej na pracę w takich a nie innych warunkach. Nikt z nich jednak nie przypuszczał, że dojdzie do takiej sytuacji, w której będą musieli walczyć o swoje ciężko zarobione pieniądze.

Pomimo obawy o całkowitą utratę zaległych wypłat, pracownicy firmy G&M, nie zgodzili się na zmianę pracodawcy i odrzucili propozycję LNS Saga. Według nich warunki, które proponowała im druga spółka nie były dla nich wystarczająco dobre.

Dziś przedstawiciele pracowników oraz firmy G&M poinformowali naszą redakcję o tym, że wszyscy mają już kupione bilety powrotne do Polski.

W odpowiedzi na zarzuty, jakie wobec spółki G&M stawiają związki zawodowe oraz przedstawiciel firmy LNS Saga, otrzymaliśmy oświadczenia od jednego z właścicieli firmy, Tomasza Gawędy oraz Dawida Szewczyka, dyrektora ekonomiczno-finansowego spółki.

Oba oświadczenia zgodnie z ich wolą publikujemy poniżej:

“W związku z pojawiającymi się w ostatnim czasie w Islandzkich mediach nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi firmy G&M oświadczam że to G&M od początku współpracy zmuszona była kredytować LNS, która nie była w stanie regulować swoich zobowiązań w terminie zgodnie z Umową. Wielokrotnie czekaliśmy kilka miesięcy za należną wypłatą, pomimo tego nasi pracownicy otrzymywali wynagrodzenie terminowo.
Wystarczy stwierdzić, iż od początku naszej współpracy do końca września na 50 wystawionych faktur na łączną kwotę 3,8 mln EURO, nasz Islandzki partner zapłacił jedynie 4 w terminie i to na kwotę 0,2 mln Euro – pozostałe płatności zawsze były znacząco opóźnione.
Ciągłe kredytowanie przez nas firmy LNS doprowadziło do przejściowych problemów z płynnością finansową.
Gdy poinformowaliśmy LNS, iż nie możemy dłużej tak działać, nasz dotychczasowy partner rozpoczął grę na zwłokę, by ostatecznie wstrzymać płatności za wykonane prace.
Wartość prac za które nie otrzymaliśmy wynagrodzenia (faktem jest, że nie wszystkie są jeszcze wymagalne) znacznie przekraczają wszystkie nasze zobowiązania podatkowe w Islandii jak i koszt wynagrodzeń za miesiąc październik. Ponownie pomimo, iż nie otrzymaliśmy zapłaty za wykonane prace będziemy zmuszeni do ich regulowania z własnych środków, co w obecnej sytuacji będzie na pewno znacznie utrudnione.
Chciałby oświadczyć również, że wszelkie należne wynagrodzenia pracownicze w tym za miesiąc wrzesień zostało wypłacone.
Obecnie naszym celem jest uzyskanie zapewnienia od LNS, iż zgodnie z prowadzonymi rozmowami,z naszych bieżących należności zostaną pokryte wynagrodzenia pracowników za miesiąc październik.”

Współwłaściciel G&M Sp.z o.o. Tomasz Gawęda

“W odpowiedzi na informację ze związków zawodowych dotyczącą tego, że „miesięczne zarobki okazały się być znacznie niższe niż minimalna krajowa” chcę zwrócić uwagę na to, że jest to nieprawda, pracownicy otrzymywali pełne wynagrodzenie i na pewno nie było ono niższe niż minimalna krajowa – jako dowód jestem w stanie przekazać zarówno listy płac jak i potwierdzenie dokonanych przelewów dla każdego pracownika, dla którego rzekomo miałoby być inaczej.

Nasza Firma od początku współpracy zmuszona była kredytować Firmę LNS, która nie była w stanie regulować swoich zobowiązań w terminie zgodnie z tym do czego zobowiązała się w Umowie. Wielokrotnie czekaliśmy kilka miesięcy za należną wypłatą, pomimo tego nasi pracownicy otrzymywali wynagrodzenie terminowo. Wystarczy stwierdzić, iż od początku naszej współpracy do końca września na 50 wystawionych faktur na łączną kwotę 3,8 mln EURO, nasz Islandzki partner zapłacił jedynie 4 w terminie i to na kwotę 0,2 mln – pozostałe płatności zawsze były znacząco opóźnione. Ponownie mogę tu przedstawić zarówno faktury, umowy jak i przelewy. W sytuacji gdy rzeczywiście mamy przejściowe kłopoty z płynnością finansową i poinformowaliśmy, iż nie możemy dłużej tak działać nasz dotychczasowy partner rozpoczął grę na zwłokę, a ostatecznie poinformował nas, iż wstrzymuje płatności za wykonane prace.

Wartość prac za które nie otrzymaliśmy wynagrodzenia znacznie przekraczają wszystkie nasze zobowiązania podatkowe w Islandii jak i koszt wynagrodzeń za miesiąc październik, ponownie pomimo, iż nie otrzymaliśmy wynagrodzenia za wykonane prace będzie zmuszeni do ich regulowania z własnych środków, co w obecnej sytuacji będzie na pewno znacznie utrudnione.

Szersze wyjaśnienia i informację Zarząd G&M.

Wszyscy pracownicy mają zapewniony powrót, bilety zostały przez nas zakupione – niestety z uwagi na ograniczoną ilość miejsc, ostatni pracownicy zlatywać będą dopiero w poniedziałek.”

Dawid Szewczyk
Dyrektor Ekonomiczno-Finansowy G&M Sp.z o.o.

Marta M. Niebieszczanska

Opublikowany w: