Czy islandzkie podejście do testów na obecność koronawirusa jest lepsze?

6289

W ciągu dwóch miesięcy od wybuchu epidemii COVID-19 w większości krajów zdecydowano, że będą badane tylko osoby, które mają objawy choroby. Osoby podejrzewające u siebie zarażenie koronawirusem, mają się izolować od społeczeństwa. Od grudnia zeszłego roku uzyskano ponad 480 000 pozytywnych wyników testu na obecność tego wirusa, w tym ponad 68 500 w Stanach Zjednoczonych.

Jaką wiedzę przyniosłoby jednak testowanie przesiewowe? Pewne wskazówki można znaleźć w maleńkim kraju – w Islandii. Do tej pory w tym kraju przebadano około 12 tysięcy osób – około 3,2% jego populacji, liczącej 364 000 osób. Dokonano tego między innymi dzięki włączeniu do badań firmy biofarmaceutycznej deCODE Genetics.

Od 14 marca deCODE, spółka zależna kalifornijskiego giganta biotechnologicznego Amgen, oferuje bezpłatny test każdemu Islandczykowi, choremu lub zdrowemu, który po prostu wypełni formularz dostępny przez Internet. Dzięki badaniom przesiewowym zarówno osób zdrowych, jak i chorych, Islandia i DeCODE stworzyły o wiele dokładniejszy obraz COVID-19. A wyniki są trzeźwiące.

„Wirus rozprzestrzenił się w społeczności znacznie szerzej, niż można było przypuszczać tylko na podstawie badań osób wysokiego ryzyka” – powiedział założyciel i dyrektor generalny deCODE, Kári Stefánsson. Według stanu na 26 marca, 737 osób uzyskało wynik pozytywny – stanowi to około 6,3% wszystkich przebadanych.

Stefánsson mówi, że firma zamierza ostatecznie przetestować około jednej trzeciej ludności Islandii – co odpowiadałoby 115 milionom ludzi w Stanach Zjednoczonych.

Model DeCODE jest kompletnie inny niż amerykański i w większości krajów europejskich. Testom są tam poddawane tylko osoby, które wykazują wyraźne oznaki infekcji.

„Jeśli nie ma objawów, badanie jest niepotrzebne” – powiedział wiceprezydent Mike Pence na konferencji prasowej. Podobna rada pochodzi ze strony internetowej Agencji Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej: „Nie każdy musi być przebadany. Większość ludzi ma na lekkie objawy i może wyzdrowieć w domu”.

Stefánsson, który przed powrotem do ojczyzny był profesorem neurologii na Uniwersytecie Harvarda, odrzuca tę strategię. Uważa on, że taka strategia nie pozwala zrozumieć, jak kontrolować rozprzestrzenianie się koronawirusa, ponieważ zapewnia zbyt mało danych, aby śledzić jego pochodzenie.

„Dopóki nie przeprowadzi się badań przesiewowych, nie uzyskamy wiedzy, jak wirus rozprzestrzenia się w społeczeństwie” – mówi Stefánsson.

Gdy w lutym zaczęto w Islandii wykonywać testy, spodziewano się znaleźć infekcje wśród tych, którzy wrócili z wyjazdów narciarskich z Alp. I rzeczywiście wykryto zarażonych urlopowiczów z regionów alpejskich. Ale infekcje występowały również wśród osób, które wróciły z Anglii, a także u jednej osoby ze Stanów Zjednoczonych, która miała odrębną mutację koronawirusa.

„Mamy wykryte sekwencje RNA około 380 wirusów” – mówi Stefánsson. Firma planuje w tym tygodniu udostępnić dane o tych mutacjach w formie publicznych baz danych.

W atmosferze burzliwej debaty na temat kwarantanny, Islandia pozostała dziwnie spokojna. Nie ma zakazu wychodzenia z domów, szkoły podstawowe pozostają otwarte.

„Wszystkie kraje powinny słuchać Światowej Organizacji Zdrowia i podążać za przykładem Islandii, jeśli chodzi o testy” – napisał we wtorek były premier Islandii, David Gunnlaugsson, w brytyjskim „The Spectator”. Nazwał strategię dotyczącą testów w kraju praktycznie niespotykaną nigdzie indziej na świecie.

Oczywiście to niewielka populacja Islandii sprawia, że wykonywanie testów jest o wiele łatwiejsze niż w większości innych krajów – w tym nawet w Korei Południowej, gdzie szybkie opanowanie epidemii w 50 milionowej populacji przypisuje się w dużej mierze rządowej strategii agresywnych testów i kwarantanny. W wiadomości e-mail przesłanej do „Fortune” przez islandzkie Ministerstwo Zdrowia oświadczono, że kraj ten przetestował znacznie większą część swojej populacji niż Korea Południowa, dając cenny wgląd w zachowanie wirusa.

DeCODE – i ogólnie Islandia – znajduje się w wyjątkowej pozycji, jeśli chodzi o zdolność do analizowania wyników badań nad koronawirusem i być może wykrycia tego, co sprawia, że niektórzy są bardziej podatni na infekcje i zachorowanie. Może to być niezwykle cenne dla naukowców, którzy dążą do opracowania metod leczenia i szczepionek oraz starają się powstrzymać wszelkie przyszłe epidemie koronawirusa.

„Od momentu powstania 24 lata temu w firmie deCODE zmapowano DNA ponad połowy ludności Islandii, a dane dla drugiej połowy możemy wywnioskować” – mówi Stefánsson. „Jesteśmy w dość dobrym punkcie, aby zacząć badać, czy podatność na infekcję jest po części podyktowana genetycznie” – wyjaśnia. Naukowcy porównają DNA w bankach danych deCODE z wynikami losowych testów na obecność koronawirusów.

„Nie sądzę, żeby było na świecie inne miejsce, gdzie są dostępne takie dane” – podsumowuje Stefánsson.

Grupa GMT/Monika Szewczuk

Opublikowany w: