Islandzcy politycy zamieszani w międzynarodową aferę

3692

Od niedzieli wieczorem w mediach na całym świecie mówi się o największej aferze i przecieku dokumentów, który ujawnił ponad 11 milionów akt należących do kancelarii prawniczej Mossack Fonseca z Panamy. Dokumenty są dowodem na „pranie brudnych” pieniędzy przez głowy wielu państw oraz polityków.

Na liście znaleźli się także islandzcy politycy, w tym premier Islandii, Sigmundur Davíð Gunnlaugsson, którego żona jest właścicielką spółki Wintris, o której pisaliśmy na łamach INP już wielokrotnie. Premier został posądzony przez media oraz swoich współtowarzyszy o oszustwo w związku nie ujawnieniem faktu posiadania firmy zarejestrowanej w „raju podatkowym”. Sprawa wyciekła, ponieważ jego żona, obecna właścicielka spółki, napisała o tym na swoim profilu na Facebooku. Jej wpis pociągnął za sobą lawinę komentarzy i domniemań.

Kiedy żona premiera, Anna Sigurlaug Pálsdóttir znalazła się w ogniu krytyki, premier postanowił wydać oświadczenie. Tłumaczył, że spółka jest zarejestrowana na wyspie Tortola, czyli w „raju podatkowym”, ale on sam płaci podatki w Islandii.

Anna Sigurlaug Pálsdóttir, żona premiera i właścicielka spółki Wintris tłumaczy, że zainwestowane w firmę miliony dolarów pochodzą ze spadku. Inwestycje, które dokonywano dotyczyły także kupna akcji trzech największych islandzkich banków.

Według premiera ujawnianie informacji o firmie swojej żony nie było konieczne. Uznał on także, że nie należy informować ministrów o tym, że jego żona stara się o odzyskanie 500 milionów koron od upadłych banków, chociaż w związku z tym, że jest on szefem rządu to był zaangażowany w negocjacje.

Po kryzysie bankowym, który miał miejsce w Islandii, wielu polityków chroniło swoje interesy, a wprowadzenie stanu wyjątkowego po kryzysie miało zabezpieczyć depozyty bankowe i fundusze rynku walutowego.
Działania premiera i jego żony doprowadziły do powstania „skandalu podatkowego”, który jeszcze do soboty był głównym tematem poruszanym w islandzkich mediach. Teraz okazuje się, że skandal jest znacznie większy i poważniejszy, a mimo zapewnień premiera o niewinności stał się on prawdziwą „gwiazdą skandalu podatkowego” na świecie.

Z akt, które zostały ujawnione wynika, że od wielu lat Sigmundur Davíð Gunnlaugsson inwestował miliony dolarów, w tym także w islandzkie banki. Jednak informacja o tych obrotach nie znalazła się nigdy w jego zeznaniach podatkowych. Dziennikarze, którzy pracowali nad tą sprawą informują, że premier Islandii
stał się posiadaczem spółki w 2007 roku. Po tym, jak premier wszedł do rządu, nie poinformował nikogo o swoim majątku, a niedługo po tym udziały w spółce sprzedał swojej żonie za 1 dolara. Według niego nie było w tym nic złego.

Sprawa dotycząca premiera spotkała się z bardzo dużą krytyką i doprowadziła do tego, że naród rozpoczął walkę o jego rezygnację. W poniedziałek rano, po ujawnieniu w mediach „dokumentów panamskich”, przedstawiciele parlamentu orzekli wotum nieufności dla premiera.
Okazuje się jednak, że nie jest on jedynym podejrzanym, który zasiada w rządzie.

W międzynarodową aferę „Panama Papers” zamieszany jest jeszcze minister spraw wewnętrznych Ólöf Nordal i minister finansów Bjarni Benediktsson.

Tymczasem przedstawicielka Partii Piratów, Birgitta Jónsdóttir, publicznie poinformowała, że jeszcze dziś, w związku z aferą, premier powinien podać się do dymisji. Jednak jak wynika z rozmowy premiera z mediami, nie zamierza on opuszczać swojego urzędu.

Na portalu społecznościowym jeden z członków Partii Piratów określił premiera mianem „szarlatana i kłamcy w zaawansowanym stadium paranoi”. Co wyniknie z tej afery przekonamy się już niebawem. Naród domaga się ustąpienia rządu i wcześniejszych wyborów, w związku z tym trwa protest przed parlamentem, w którym bierze udział wiele tysięcy ludzi.

m.m.n.

Opublikowany w: