“Nikt nie wie co się wydarzy, ale wszyscy muszą być przygotowani na wybuch…”

9683

W Grindavíku na półwyspie Reykjanes, odbyło się wczoraj spotkanie mieszkańców, naukowców i policji. Specjaliści omawiali sytuację związaną z ogłoszeniem fazy niepewności, spowodowaną serią trzęsień ziemi oraz możliwą akumulacją magmy na zachód od góry Þorbjörn, położonej na północ od miasta i na południe od Błękitnej Laguny.

Na spotkaniu pojawiło się wielu mieszkańców, a naukowcy z Islandzkiego Biura Meteorologicznego i Instytutu Nauk o Ziemi z Uniwersytetu Islandzkiego wraz z przedstawicielami Departamentu Ochrony Ludności i Zarządzania Kryzysowego oraz szefem policji w Suðurnes, dokonali przeglądu sytuacji.

„Powodem, dla którego ogłosiliśmy fazę alarmową, jest to, że nie możemy ryzykować” powiedział podczas spotkania geofizyk Magnús Tumi Guðmundsson. „Musimy być przygotowani. Mieszkamy na Islandii, a jest to kraina wulkanów.”
Na Reykjanes nie było żadnego wybuchu wulkanu od XIII wieku.

Pierwsze zmiany w skorupie ziemskiej wykryto 21 stycznia na zachód od góry Þorbjörn, położonej na południe od Błękitnej Laguny. Inflacja wynosi 3-4 mm dziennie i do wczorajszego popołudnia osiągnęła prawie 3 cm.

Jak na razie nie jest jasne czy niezwykle szybka inflacja jest spowodowana akumulacją magmy a nawet jeżeli tak jest, to niekoniecznie może to doprowadzić do jakiejkolwiek erupcji.
Magnús Tumi w rozmowie z mieszkańcami wyjaśnił, że dziewięć razy na dziesięć razy zbierająca się pod skorupą ziemi magma nie prowadzi do erupcji.

Jeśli rzeczywiście jest to akumulacja magmy, to wszystko może wkrótce ustać bez żadnego zdarzenia. Kolejnym możliwym scenariuszem jest dalsza aktywność sejsmiczna z trzęsieniami ziemi o wielkości do 6 stopni. Na koniec możliwa jest erupcja wzdłuż szczeliny, z której wydobywałaby się płynąca lawa. Jeśli magma się nie kumuluje, to sama inflacja może doprowadzić do wzrostu aktywności sejsmicznej o wartości do 6.

Magnús Tumi podkreślił, że chociaż nikt nie wie, co się stanie, wszyscy muszą być przygotowani na wybuch.
„W naszym domu nie oczekujemy pożaru, ale mimo to instalujemy wykrywacze dymu” – stwierdził.

Wyjaśnił, że wcześniejsze erupcje w okolicy spowodowały powstanie pola lawy o powierzchni około 20 km kwadratowych. Podkreślił, że może być wiele szkód majątkowych, ale ludzie zwykle są w stanie uciec przed strumieniem lawy.

Podczas spotkania w mieście mieszkańcy zostali poinformowani o planach ewakuacyjnych, a także o ubezpieczeniach.

Więcej o spotkaniu, które odbyło się w Grindavíku można przeczytać na oficjalnej stronie miastaTU.

mbl.is/mmn

Opublikowany w: