Przypuszczam, że wątpię

4819

Nie tylko o islandzkich protestach przeciwko metodom zarządzania pandemią WHO.

W minioną sobotę na placu Austurvöllur, przed budynkiem Islandzkiego Parlamentu odbył się już po raz drugi protest przeciwko rządowym metodom zarządzania kryzysem wywołanym ogłoszeniem przez WHO w marcu tego roku epidemii koronawirusa, „mającej znamiona pandemii” („pandemic potential”). Na następną sobotę zapowiadany jest kolejny. Inicjatorami zgromadzenia byli uczestnicy grupy facebookowej o nazwie Coviðspyrnan, do której przynależy w chwili obecnej ponad tysiąc trzysta osób. Demonstracja odbyła się pod hasłami sprzeciwu przeciwko lockdownom, maskom, testowaniu i szczepieniom, jeśli te miałyby być przymusowe. Na banerach protestujących osób można było również przeczytać: „Bezrobocie i bieda także rujnują życie”, „Nie można spłaszczać gospodarki”, „Maseczkowanie dziecka to przestępstwo”. Apelowano o prawo do wolności wypowiedzi i poszanowanie reguł demokratycznych w debacie o granicach ingerencji państwa w życie społeczne i gospodarcze.

Jedynym jak dotąd, forum do dyskusji na takie tematy, były zamknięte grupy na portalach społecznościowych czy niszowe kanały na Youtube, niejednokrotnie blokowane i banowane przez Facebooka, Twittera czy właśnie Youtube’a. Niestety, zupełnie brak jakiejkolwiek debaty w mediach mainstreamowych, nie tylko zresztą na Islandii. Czy to znaczy, że jej potrzeba nie istnieje? Że ci, którzy nie zgadzają się z drakońskimi metodami zarządzania kryzysowego rządów, to margines, „kretyni, bandyci i medyczni troglodyci /…/ ludzie, którzy nam zagrażają i nam źle życzą”? (dr Michał Sutkowski w TVP Info).

Protest / fot. Adam Zielonka

„Przypuszczam, że wątpię” – jak mawiał Wiech. Dlaczego? Choćby dlatego, że należę do pokolenia, które pamięta jeszcze bon moty Wiecha, a co za tym idzie również czasy ograniczania wolności słowa, zakazy poruszania się, propagandy w mediach publicznych i „jedynie słusznej linii partii”. Czasy, kiedy „obowiązkową” lekturą każdego, kto temu się sprzeciwiał były książki „1984” Georga Orwella czy „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya, dostępne tylko w tzw. drugim obiegu. Dziś modne stało się słowo „dystopia” sugerujące, że wizja społeczeństwa totalitarnego to raczej futurystyczna literatura, niż rodząca się na naszych oczach rzeczywistość. Jeśli ktoś woli: „nowy porządek” – według aktualnej retoryki premiera, tego samego, którego słowa o „misce ryżu”, zapisały się niesławą w polskim kanonie bon motów.

Te doświadczenia, lektury i najzwyklejszy zdrowy rozsądek każą mi, kiedy wkraczam na nowy, zupełnie mi nieznany teren, robić to z jak największą ostrożnością. Teren jest niewątpliwie nowy, nieznany i kompletnie brak jakichkolwiek historycznych czy społecznych odniesień do podobnych zdarzeń w naszej współczesności, a nawet w dawnych wiekach. Oczywiście, dla tych którzy wyłączą na jakiś czas telewizory, odłożą laptopy i smartfony, i pozwolą sobie na chwilę zastanowienia, widoczne będą pewne mechanizmy polityczne, społeczne i psychologiczne, które najprawdopodobniej przyczyniają się do obecnego niemal zupełnego paraliżu części świata.

Protest / fot. Adam Zielonka

Nie jest łatwo przebić się przez gąszcz spiskowych teorii i opinii „specjalistów”, a dziś dzięki doktorowi Google i Wikipedii niemal każdy się za takowego uważa. I co najgorsze poprzez ocean rozbuchanych emocji na portalach społecznościowych i wzajemnego hejtu zwalczających się „plemion”. Media głównego nurtu od miesięcy w sposób niemal histeryczny epatują nas a to rosnącymi, a to malejącymi słupkami liczb zachorowań i niezmienną mantrą o śmiercionośnym wirusie, przez co, niestety, dyskwalifikują się same jako medium objaśniające świat. Bo gdy się rozejrzymy wokół, widzimy nieco inny obraz. To z kolei rodzi w nas dysonans poznawczy. Niewątpliwie w każdym człowieku drzemie potrzeba zrozumienia tego, co nieznane, a umysł potrzebuje punktu zaczepienia, gdy znany nam świat rozpada się na naszych oczach, powodując niepokój, a niejednokrotnie strach. Nikt chyba nie zaprzeczy, że lęk przed śmiercią jest najbardziej pierwotnym i fundamentalnym ze wszystkich ludzkich lęków. Dlatego też wydaje się, iż od dłuższego czasu jesteśmy poddawani swego rodzaju szantażowi medialnemu i moralnemu, co tylko pogłębia niezrozumienie i zagubienie.

Ktoś trafnie zauważył, że oprócz ogłoszonej przez WHO pandemii w ostatnich miesiącach doświadczamy także infodemii, niewyobrażalnej ilości zalewających nas zewsząd, niejednokrotnie sprzecznych ze sobą, informacji o wirusie, sposobach radzenia sobie z nim i kolejnych, jeszcze bardziej radykalnych ograniczeniach, mających sprawić, że poradzimy sobie z tym „niewidzialnym wrogiem” raz na zawsze. Niestety, z miesiąca na miesiąc oczywistym się staje, że z niczym sobie nie poradziliśmy, a przez lockdowny jedynie niszczymy nieustannie podstawy naszego bytu, przyszłość naszą i naszych dzieci na skalę, która nie jest w tej chwili do oszacowania i przewidzenia. Co gorsza, zamykając się w domach, ograniczając ruch i czas przebywania na świeżym powietrzu, niszczymy zdrowie fizyczne i psychiczne oraz system odpornościowy naszego organizmu, którego właściwe działanie – co do tego panuje pełna zgodność – jest kluczową sprawą w walce z każdym wirusem. Trudno o tym przeczytać na pierwszych stronach portali, gazet czy usłyszeć w programach informacyjnych. Gdy tymczasem, karmi się nas apokaliptyczną wizją świata, wywołując nieustanny stres i rozpalając negatywne emocje, które wielokrotnie doprowadzają do godnych pożałowania reakcji społecznych.

Protest / fot. Adam Zielonka

Doświadczenia ostatnich miesięcy, jak i postęp wiedzy na temat skutków pojawienia się nowego wirusa i jego oddziaływania na ludzi, każą powątpiewać w zasadność większości radykalnych środków zaradczych, jakie są obecnie podejmowane z pogwałceniem praw człowieka, obywatela i pacjenta. W odróżnieniu od tzw. pierwszej fali pandemii, dziś wiemy na jej temat dużo więcej, a liczba lekarzy i naukowców z całego świata, sprzeciwiających się obranej polityce zarządzania kryzysowego nieustannie rośnie i idzie już w tysiące. Wyrażają oni swoje opinie w listach otwartych, memorandach i deklaracjach. Jedno z takich memorandów zostało również przedłożone rządowi Islandii w sierpniu tego roku. Niestety, jak i pozostałe, nie spotkało się dotąd z jakimkolwiek odzewem.

Stawiają one szereg pytań lub wręcz kwestionują zasadność podejmowanych działań, często niemających rzetelnych podstaw naukowych lub opierających się na niezweryfikowanych opiniach ekspertów i doradców. Decydenci nie widzą lub nie chcą widzieć pojawiającej się częstokroć sprzeczności interesów, łączących wielu naukowców z korporacjami farmaceutycznymi, których budżety niejednokrotnie przewyższają budżety państwowe. Jak dotąd, rozumna wymiana myśli była podstawą rozwoju cywilizowanych społeczeństw. Dziś zamiast tego, pozbawia się prawa do wypowiedzi tych, którzy mają odmienne zdanie, zniesławia, ośmiesza, manipuluje ich wypowiedziami czy wręcz, jak ma to miejsce w przypadku wielu lekarzy, pozbawia prawa do wykonywania zawodu lub zwalnia z pracy. Całkiem niedawno zdarzyło się to również na Islandii (przypadek Elísabet Guðmundsdóttir, chirurga z Landspítalinn).

Protest / fot. Adam Zielonka

Wiele pytań rodzi też postawa znajdującej się w centrum obecnego kryzysu Światowej Organizacji Zdrowia. Niejednoznaczne sformułowania z jej konferencji prasowej w dniu 11 marca tego roku, o wirusie „mającym potencjał pandemiczny”, stały się wystarczającą podstawą do rozpętania w mediach globalnej pandemii strachu już przy niewielkiej ilości zakażeń, czy jak kto woli „przypadków”, co w konsekwencji bardzo wcześnie doprowadziło do pierwszych lockdownów. Przyjęta narracja opierała się na zmienionej przez organizację WHO definicji pandemii. Wcześniej pandemią nazywano zaraźliwą chorobę z wysoką liczbą zgonów, gdy tymczasem od 2009 roku do jej stwierdzenia wystarczy już tylko fakt, że wirus rozprzestrzenia się po całym świecie. Osobną kwestią jest sposób finansowania tej organizacji. Jest on oparty nie tylko na dotacjach poszczególnych państw, ale także na dotacjach indywidualnych podmiotów i instytucji, co chcąc nie chcąc, rodzi obawy o lobbing i możliwość wpływania na jej decyzje, w zależności od partykularnych interesów.

A jeśli już mówimy o definicjach, niektórzy proponują wręcz, aby obecną pandemię nazywać „casedemią” (od ang. case = przypadek), przypominając, że do niedawna w medycynie za „przypadek” uznawało się tylko kogoś, kto wykazywał symptomy choroby i/lub wymagał leczenia. Tymczasem dzisiaj, ogromnym nakładem kosztów wykonuje się testy, których stosowaniu do celów diagnostycznych sprzeciwiał się wielokrotnie sam ich twórca – noblista Kary Mullis. Na ich podstawie tworzy się statystyki podawane następnie w mediach niemalże w czasie rzeczywistym, nie wyjaśniając całej złożoności problematyki. Nie są przeprowadzane autopsje, pozwalające ustalić rzeczywiste przyczyny mających miejsce zgonów. W zamian ukuto niewiele wyjaśniające sformułowanie o „chorobach współistniejących”. Także w tym przypadku WHO już w trakcie trwania pandemii zmieniło zasadę klasyfikowania przyczyn zgonów w systemie ICD, rozszerzając możliwość kodowania umieralności na COVID-19, o sytuacje, kiedy „wirus nie został zidentyfikowany, ale jest przypisany do klinicznej lub epidemiologicznej diagnozy COVID-19, a potwierdzenie laboratoryjne nie jest jednoznaczne lub niedostępne”. W polskich szpitalach nie zostanie się przyjętym bez podpisania arkusza „Przyjęcie do szpitala pacjenta z podejrzeniem COVID-19″, jakakolwiek byłaby przyczyna zgłoszenia.

Niemiecki fizyk i aforysta Georg Lichtenberg przestrzegał: „Najniebezpieczniejsze kłamstwa, to prawdy nieco zniekształcone”. Prawdą jest niewątpliwie, że wirus istnieje, i że być może jego mutacja jest groźniejsza od wcześniejszych koronawirusów. Z dotychczasowych statystyk zgonów wynika również, iż stanowi on zagrożenie głównie dla ludzi w starszym wieku i dla tych, którzy cierpią na inne schorzenia. To jednak zaledwie część prawdy. Dotąd bowiem nie zawieszaliśmy naszego życia z powodu innych ponad 7 tysięcy klasyfikowanych przez WHO chorób, a niektóre z nich potrafią być naprawdę niebezpieczne. Nie kreowaliśmy sytuacji, w której liczba zgonów z powodu wstrzymania diagnozowania i leczenia innych chorób może zdecydowanie przewyższyć tę, spowodowaną przez COVID-19.
Profesor Ryszarda Chazan, lekarka specjalizująca się w alergologii, pulmonologii i kardiologii, napisała niedawno na swoim facebookowym profilu: „Trudno uwierzyć, koronawirus zatrzymał świat, a w tym samym czasie na świecie zmarło 60 mln osób, 3 mln z powodu infekcji dróg oddechowych, 1,5 mln na AIDS, 1,8 mln na gruźlicę, 3 mln na malarię, 1,5 mln na biegunki. Najwięcej zgonów było jednak wywołanych chorobami, w przypadku których w Polsce z powodu pandemii jest utrudniony dostęp do diagnostyki i leczenia. 7,5 mln osób zmarło z powodu choroby niedokrwiennej serca, 7,5 mln na udar mózgu, 4 mln z powodu POChP i 15 mln na nowotwór”. Publiczna służba zdrowia w wielu krajach niemalże przestała działać, a sytuacje gdy lekarz nie chce przyjąć chorego, który ma zdiagnozowanego koronawirusa i w międzyczasie zachoruje na coś innego, są na porządku dziennym. A przecież w etyce i w medycynie od zawsze istniała zasada, że lekarstwo nie może być gorsze niż choroba.

Paradoksem tej sytuacji jest to, iż w większości krajów, już od wielu miesięcy, jedyny liczący się głos mają eksperci medyczni i ich doradcy. Czyżbyśmy zatem osiągnęli status „państwa terapeutycznego”? O którym pisał i przed którym przestrzegał już wiele lat temu w głośnym eseju o takim tytule, amerykański psychiatra Thomas Szasz? Są tacy, którzy idą jeszcze dalej, nazywając obecną sytuację „terrorem sanitarnym”. Słyszymy zewsząd: „zaufajmy ekspertom”. Może więc należałoby zapytać: A co z głosem ekspertów w innych, ważnych dziedzinach naszego życia – głosem ekonomistów, socjologów, psychologów?

Co z głosem zdrowego rozsądku i naszego własnego sumienia? Tak wiele mówi się dzisiaj o solidarności społecznej, zapominając, że w życiu chodzi o coś więcej niż o kontrolę infekcji. Skupiając się przez większość czasu na sobie, zaczynamy spoglądać na drugiego człowieka jak na potencjalne zagrożenie. Skazujemy naszych starszych bliskich na dotkliwą samotność, rodziny przebywające długi czas w zamknięciu na przemoc domową. Noworodki na izbach porodowych separowane są od matek, a chore dzieci na oddziałach pediatrycznych od rodziców. Wiele dzieci, korzystających dotychczas ze szkolnych stołówek, narażonych jest na niedożywienie. Pozbawiamy młodzież dostępu do edukacji, a wszystkich do kultury i rozrywek masowych, tak niezbędnych do zachowania równowagi psychicznej w społeczeństwie. W skali globalnej odwróciliśmy znów dopiero co zatrzymaną tendencję wzrostu głodu na świecie. Dramatycznie zaczyna rosnąć liczba samobójstw i depresji.

Czyż nie zaczyna wyglądać to tak, jak gdybyśmy jako ludzkość wypowiedzieli wojnę samym sobie i jak ten mityczny wąż Uroboros, zaczęli pożerać swój własny ogon? Być może już czas skonstatować, że pomimo ogromnego postępu w medycynie i w technologii, rzeczywistość udowadnia nam, że osiągnęliśmy po prostu bardziej efektywny sposób cofania się. Oddajemy inicjatywę modelom i algorytmom, zatracając zdolność krytycznego myślenia, a przede wszystkim tracąc to, co w nas najbardziej ludzkie: empatię.

Jeśli przez lenistwo intelektualne i strach pozwolimy odebrać sobie te dwa filary naszego człowieczeństwa, przegramy znacznie więcej niż tylko tę odwieczną wojnę z wirusami. Nie bójmy się zatem naszych wątpliwości i stawiania pytań. Pamiętajmy, że wyrażanie ich w sposób pokojowy to nasze niezbywalne prawo, gwarantowane nam przez Powszechną Deklarację Praw Człowieka i Konstytucję. Zawsze upominajmy się o swoje prawa, gdy są one łamane lub pozwólmy to robić innym, gdy z jakichś powodów sami nie możemy. Najbliższa okazja już w sobotę 14 listopada o godzinie 13:00 na placu Austurvöllur w centrum Reykjaviku.

Adam Zielonka

List otwarty polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów – TU

World Doctors Alliance

– niezależny sojusz non-profit lekarzy, pielęgniarek i pracowników służby zdrowia na całym świecie, zawiązany w odpowiedzi na brak zgody na sposoby zarządzania kryzysem COVID-19 i w celu dzielenia się doświadczeniami oraz doprowadzenia do zakończenia wszystkich lockdownów i powiązanych z nimi innych szkodliwych środków zapobiegawczych; a także w celu przywrócenia uniwersalnych warunków zdrowotnych i dobrostanu psychicznego oraz fizycznego całej ludzkości.

Great Barrington Declaration

– międzynarodowa petycja epidemiologów i naukowców innych medycznych specjalizacji, wyrażająca obawy nt. niszczącego wpływu na zdrowie fizyczne i psychiczne dominujących polityk walki z COVID-19, proponująca jednocześnie podejście nazwane „Ukierunkowaną Ochroną” („Focused Protection”), dostępna do podpisania online przez każdego chętnego (także w języku polskim).

Collateral Global

– międzynarodowa platforma wymiany informacji, stypendiów i publikacji wyników badań nad skutecznością strategii reagowania w/s Covid-19 oraz ich skutkami ubocznymi i wpływu na zdrowie publiczne, gospodarkę i życie ludzi (dostępna w języku angielskim).

Opublikowany w: