Rodzice zmarłego Islandczyka pozywają park rozrywki

4388

Rodzice Arniego Freyra Sveinssona, osiemnastolatka, który latem 2014 roku zginął w wypadku kolejki górskiej, oskarżyli park rozrywki Terra Mitica w Hiszpanii o nieumyślne spowodowanie śmierci.

Ojciec i przybrana matka Sveinssona wystąpili ostatnio w programie informacyjnym Kastljós, w którym opowiedzieli o tragedii.

Wyjaśnienia „nie do przyjęcia”

Dyrektorzy parku nie przyznają się do zarzutów i wyjaśniają, że nastolatek był za ciężki na kolejkę górską. Obok rollercoastera nie wywieszono żadnych wytycznych odnośnie maksymalnej wagi (120 kg), którą Sveinsson przekroczył.

Sveinn Sigfússon, ojciec chłopca, uważa, że przyczyną wypadku była awaria systemu blokującego zamontowanego w metalowych prętach, mających zabezpieczyć pasażera. Blokada otworzyła się, przez co Andri wypadł z kolejki.

Ich wyjaśnienia są nie do przyjęcia – uważa Sigfússon. – pracownicy parku byli przesłuchiwani dwadzieścia cztery godziny po wypadku. Ich zeznania nie miały żadnego sensu. Nie oskarżam ich o kłamstwo, ale podejrzewam, że mogli to zrobić, żeby utrzymać posadę. Działanie kolejki wznowiono, ale nadal nie ma przy niej informacji odnośnie dopuszczalnej wagi, jedyne wytyczne dotyczą wzrostu – twierdzi Sigfússon.

„Wszyscy zaczęli krzyczeć i uciekać”

Wypadek opisała Hulda Guðjónsdóttir, przybrana matka Andriego.
Staliśmy w kolejce przed rollercoasterem i widzieliśmy go, jak wsiada. Pracownik parku podszedł, zabezpieczył pasażerów i kolejka ruszyła. Po chwili wskazano nam nasze miejsca. Jedyne, co widzieliśmy potem, to jak ludzie przy rollercoasterze zakrywali rękami usta, krzyczeli i uciekali. Zauważyliśmy cień i usłyszeliśmy głuchy odgłos. Natychmiast wyszliśmy i zobaczyliśmy Andriego leżącego twarzą do ziemi. Mówiłam do niego, a on poruszał się trochę i próbował coś mówić, ale niewyraźnie.

Leżał na brzuchu, ruszał się i mamrotał – dodaje Sigfússon. – Był tam lekarz z Norwegii, który pomagał nam unieruchomić syna. Pracownicy parku tylko biegali w panice.

„Nie miał szans”

Kartka przyjechała na miejsce 20-25 minut później i przez 40-45 minut lekarze próbowali utrzymać Andriego przy życiu. Sigfússon uważa jednak, że syn nie mógł wyjść cało z wypadku.
Wypadł z kolejki jadącej z prędkością 60 km na godzinę na wysokości 18 metrów. To tak, jakby ktoś wystrzelił go z procy prosto na beton. Nie miał szans.

Dyrekcja parku rozrywki nie kontaktowała się z rodziną po wypadku, rodzice ofiary nie byli też przesłuchiwani przez policję.

Sigfússon ostrzega wszystkich, aby przez wycieczką do parku rozrywki dokładnie poznali wszystkie wytyczne.
Pytajcie o wszystko – namawia.

mbl.is/Ilona Dobosz

Opublikowany w: