„To byli profesjonaliści…”

424

Helgi Gunnlaugsson, profesor kryminologii z Uniwersytetu Islandzkiego, powiedział w rozmowie z pressan.is, że według niego istnieje duże prawdopodobieństwo, że napadu rabunkowego na sklep Michelsen w Reykjaviku dokonali obcokrajowcy. Jako jeden z powodów takiego myślenia podaje, że napad ten był bardzo dobrze zaplanowany, i nie wygląda na to aby Islandczycy byli w stanie tak dokładnie się do niego przygotować. Uważa on, że Islandczycy nigdy nie planują napadów z taką dokładnością jak Ci ludzie, i zwykle są one nie przemyślane do końca.
„Rozboje w Islandii, są zwykle popełniane bez dłuższego przygotowania. Podejrzanymi w napadach są głównie młodzi ludzie, działający samodzielnie bądź w dwie osoby i są oni uzbrojeni w noże. Rzadko myślą o jakimś dobrym planie ucieczki. A powodem do rabunku są zwykle jakieś szaleńcze pomysły, później najczęściej okazuje się, że rabusie byli pod wpływem narkotyków bądź alkoholu” dodał profesor.
Mężczyźni, którzy napadli na sklep Michelsen, zrobili to w biały dzień. Byli uzbrojeni w pistolety i pod groźbą użycia broni ukradli ze sklepu zegarki warte miliony koron. Poza tym byli bardzo dobrze przygotowani do tego skoku, ponieważ w dalszym ciągu ich nie znaleziono. Wyraźnie widać zatem, że do tego skoku, złodzieje przygotowali się bardzo dobrze i przemyśleli dosłownie wszystko. „To byli profesjonaliści” powiedział Helgi Gunnlaugsson, „to nie był ich pierwszy skok i zapewne nie ostatni.”
Dodatkowym dowodem, na to, że rabusie byli obcokrajowcami wskazywać może to, że podczas napadu rozmawiali ze sobą po angielsku. Jeden z podejrzanych mierzył z broni do obsługi, której kazano położyć się na ziemi, a dwóch innych pakowało zegarki firmy Rolex, do toreb. Przyznał on jednak, że możliwe jest również to, że podejrzani to Islandczycy, którzy po prostu dla zmylenia rozmawiali ze sobą po angielsku. Jednak on wierzy w to, że to byli obcokrajowcy, którzy musieli odpowiednio przygotowywać się do tego skoku. Znali oni doskonale plan miasta oraz wiedzieli jak się po nim poruszać.
W Islandii praktycznie nie istnieje czarny rynek, na którym mogliby oni sprzedać skradzione zegarki, dlatego też bardzo prawdopodobne jest to, że rabusie wywiozą je za granicę, jeżeli już tego nie zrobili, dodał Helgi Gunnlaugsson.