Kilkaset słów o Canon iP3600

662

Przyjrzałem się ostatnio drukarkom fotograficznym, pod uwagę brałem przede wszystkim stosunek ceny do jakości drukowanych zdjęć, więc już w przedbiegach odpadły tak zwane „kombajny”, bo nie potrzebny mi np. skaner – podnosi cenę, lub utrzymuje ją na podobnym poziomie, kosztem jakości. Poświęciłem kilka godzin czytając polskie i zagraniczne strony i fora internetowe, aż w końcu mój wybór padł na Canona Pixma iP3600. Zacznę od ceny, by opisując wady i zalety wiedzieć z jakiego przedziału cenowego sprzętem mamy do czynienia.  W Islandii za ten model musimy zapłacić od 12000 ISK w promocji do 16000 ISK.

Po rozpakowaniu drukarki okazuje się, że można ją podłączyć… jedynie do kontaktu! Brak kabla USB łączącego drukarkę z komputerem, naraża nas nas kolejny wydatek i wycieczkę do sklepu, w momencie gdy już powinniśmy cieszyć się drukowanymi zdjęciami. Czyżby producenci wychodzili z założenia że każdy z nas taki kabel posiada? Mogli już darować sobie grubą księgę zwaną instrukcją obsługi, bo mało kto z nas zajrzy do niej więcej niż raz, o ile w ogóle, i wydać ją w formie PDF-a lub innego dokumentu tekstowego na dołączonej płycie ze sterownikami, a koszty produkcji tego obszernego dzieła literackiego przerzucić na produkcje kabelka, bez którego ani rusz. Dla osoby niemającej nigdy do czynienia z drukarkami, duży problem może sprawić także instalacja 5 kartridży w głowicy, i sam jej montaż (jak się później okazuje rozwiązanie to, choć sprawiające kłopot podczas montażu, ma swoje zalety).

Kabel USB już jest, kartridże i głowica zainstalowana, no to co? Drukujemy!? Jednak zanim zaczniemy drukowanie, musimy jeszcze przygotować kilka kartek papieru… do kalibracji tuszy, trwa to kilka minut, jednorazowa operacja. Pixma iP3600 posiada 2 tacki, jedną pod spodem na zwykły papier, drugą tylną na papier fotograficzny, który trzeba zakupić osobno, gdyż producent dodaje jedynie 3 sztuki w rozmiarze 10×15, to mało. Oprogramowanie dobre, intuicyjne, wybieramy typ papieru fotograficznego, kadrujemy i… w końcu drukujemy…

Po kilkusekundowej rozgrzewce drukarka w końcu pobiera papier… To co wyszło z drukarki (a wyszło wydrukowane zdjęcie we wspaniałej jakości, niczym nie różniące się od tych z fotolabu, zaryzykuje nawet stwierdzenie że ciut lepsze, zweryfikowało moją niechęć i zwątpienie do tej drukarki i jej możliwości. Starałem się dojrzeć coś co nie spodoba mi się na zdjęciu, jakiejś wady wydruku… nie znalazłem. Praktycznie brak ziarna, zdjęcie w doskonałej jakości, jak zapewnia producent model Pixma iP3600 nanosi krople atramentu o objętości zaledwie 1 pl w rozdzielczości 9600×2400 dpi. To imponujące, biorąc pod uwagę cenę. W testach magazynu Chip, drukarka ta otrzymała 100 na 100 punktów w jakości wydruku tekstu i 100 na 100 punktów w jakości druku graficznego i zdjęć. Tusze nie są zbyt pojemne, ale za to bardzo wydajne, 5 kardridży które można wymieniać dowolnie, nie trzeba kupować kompletu gdy skończy się jeden kolor. Wyjmowana głowica to także zaleta.

W Islandii ceny tuszy są dość wygórowane, dlatego polecam zakup tuszy w sklepie Dufthylki.is, można tam nabyć tusze praktycznie do każdego modelu drukarki, dużo taniej niż np. w Elko. Jeżeli macie w planach zakup niedrogiej drukarki atramentowej, weźcie pod uwagę Canona Pixma iP3600. Jakość wydruku przysłania inne małe wady, a przecież właśnie o jakość wydruku tu chodzi.