Zielona “chmura danych” nad Islandią

495

W marcu tego roku informowałem Was że Islandia ma szanse stać się serwerowym rajem, ze względu na sprzyjające tu, pracy serwerów warunki atmosferyczne, i tanią energie elektryczną. Serwerownie takie potrzebują nieprzerwanej dużej ilości prądu, oraz odpowiedniego mocnego chłodzenia. Pierwszy taki, potężny i zaawansowany park serwerowy powstał w Thor Data Center w Hafnarfjörður, gdzie ich głównym klientem jest Opera Software. W tym samym artykule wspomniałem także iż podobne centrum danych ma niebawem powstać w Keflaviku. Wtedy jeszcze mało kto wiedział czy dojdzie do finalizacji projektu, nie wspominając już o nowoczesności i ekologicznej stronie zastosowanych technologii. I o to jest. Na terenie byłej bazy NATO w Keflaviku powstało pierwsze na świecie, w 100% zasilane z odnawialnych źródeł energii, centrum danych o powierzchni kilkunastu hektarów. Pozyskana z energii wodnej i energii geotermalnej, energia elektryczna w całości zasila park serwerowy Verte Global. Emisja dwutlenku węgla do atmosfery została zminimalizowana praktycznie do zera. Ekologia to jedno, a niższe koszty utrzymania to drugie. Wykorzystanie energii elektrycznej pochodzącej w 100% ze źródeł odnawialnych, pozwoliło Verte Global zmniejszyć koszty własne nawet o 50% w porównaniu z podobnymi centrami danych w Europie czy Stanach Zjednoczonych, a co za tym idzie zaoferować klientom konkurencyjną cenę. Stabilne ceny energii, na które nie ma wpływu cena ropy, dają gwarancję stałych cen. Zastosowanie technologi chłodzenia Free- cooling (darmowy chłód) pozwalającej chłodzić serwery wykorzystując niską temperaturę otoczenia, minimalizują kolejne koszty. Położenie geograficzne Islandii także ma ogromne znaczenie – łączy, w przenośni a teraz także i dosłownie, Europę z Ameryką. Pierwszym klientem Verte Globał została ogromna firma DataPipe, która zajmuje się m.in. hostingiem i ma podpisane umowy m.in. z Microsoftem, Oracle, Vmware, a także z firmami z branż farmaceutycznych, finansowych, reklamy i oprogramowania.  
Jak widać, Islandia ma szanse stać się rajem dla parków serwerowych. I można z tego czerpać znacznie większe zyski niż z turystyki. Niestety nie wszyscy tam na górze to rozumieją, ja po polsku też im tego nie wykrzyczę. Ważne, że potencjał Islandii jako idealnego miejsca na serwery postrzegają zagraniczne firmy, i to nie byle jakie małe przedsiębiorstwa, a najwięksi giganci branży IT. Gdyby obniżyć podatki na takie inwestycje, a są ku temu podstawy, choćby brak emisji dwutlenku węgla do atmosfery, i otwartość na rynek nowych technologi, gdzie za kilka lat wszystko będziemy przetrzymywać w chmurze, czyli na serwerach, Islandia mogłaby stworzyć coś naprawdę wielkiego. Żaden inny kraj nie ma do tego tak doskonałych warunków.