Hurts i… porażka organizatorów

988

W sali sportowej Vodafone, w Reykjaviku wczoraj odbył się koncert zespołu HURTS. Jest to jeden z najpopularniejszych zespołów brytyjskich, który od kilkunastu miesięcy znajduje się na szczytach list przebojów. Zespół powstał w 2009 roku w Manchesterze, założony został przez Theo Hutchcrafta, który jest głosem zespołu i Adama Andersona, kompozytora. Słuchając ich muzyki nie da się uniknąć porównań do tego co tworzy Depeche Mode, New Order czy również Pet Shop Boys. Ich muzyka to połączenie electro popu i synthpopu prosto z lat 80-tych. Chłopaki potrafią stworzyć nastrojową i poruszającą muzykę, która jeszcze długo po przesłuchaniu gra w głowie.

Tyle na temat zespołu, który wystąpił wczoraj. Teraz coś na temat samego koncertu, który zapowiadał się jako jedno z tych wydarzeń, na których warto być, ponieważ tu do Islandii przyjeżdża niewiele zagranicznych zespołów. Tak więc zaczynając od początku…
Tuż przed salą, w której miał odbyć się koncert, tłum fanów (głównie fanek) zbierał się od godziny 19:00. Na salę wpuszczono wszystkich około 20:00 i rozpoczęło się oczekiwanie na koncert. Jako pierwsi wystąpił zespół Retro Stefson. Islandzki zespół składający się z młodych i bardzo energicznych muzyków, zagrał znane kawałki, które rozgrzały i rozruszały nieco publiczność. Zaraz po nich na scenę wkroczył zespół Dikta, ze swoimi przebojami. Chłopaki, na każdym koncercie potrafią stworzyć super atmosferę, dzięki czemu wszyscy się bardzo dobrze bawią, tak było i tym razem. Dikta zagrała i przyszedł czas na gwiazdę wieczoru…HUTRS.
Oczekiwanie na zespół wydawało się trwać w nieskończoność, aż w końcu pojawili się na scenie. Jak tylko muzycy zespołu wyszli na scenę, można było usłyszeć jak potężne emocje wywołuje ten zespół. Każdy kawałek śpiewany przez Theo był oczywiście śpiewany również przez fanów. Emocje rosły i minuty na minutę, każdy kawałek przynosił dodatkową dawkę muzycznej energii. Jednak w pewnym momencie podczas kawałku „Evelyn” zdarzyło się coś, czego nie spodziewał się nikt, a już najmniej zespół. Podczas trwania tego utworu, wysiadło nagłośnienie…dosłownie, bo na sali zapanowała całkowita cisza. Niezręczna, cisza, która nie wiadomo w jaki sposób zawładnęła sceną. Wyraźnie było widać zdziwienie, które się przeradza w złość na twarzach muzyków. Theo w pewnym momencie rzucił mikrofon, a Adam po prostu wściekły zszedł ze sceny. Jednak Theo wykazał się niesamowitą cierpliwością i zaśpiewał refren z publicznością bez mikrofonu. Po czym,  również zszedł ze sceny. Zamiast muzyków wokół instrumentów zaczęli biegać technicy…zapewne, tak ja my i oni zadawali sobie pytanie co się stało???
Po krótkiej przerwie Hurts wrócili na scenę, widać było poddenerwowanie, ale zagrali i żartując o zaistniałej sytuacji rozładowali atmosferę. Jednak pech chciał, że po paru utworach, znów zabrakło zasilania…tym razem nerwy puściły wszystkim. Zespół zszedł ze sceny, zostawiając fanów z pytaniem…czy oni jeszcze zagrają?
Po paru minutach Hurts, znów wyszedł z flagą Islandii i Theo oznajmił, że w związku z zaistniałą sytuacją zagrają jeszcze jeden utwór i na tym zakończy się koncert. Tak więc na koniec Hurts wykonali kawałek „Stay” do którego teledysk był nakręcony w Islandii. Muzyka znów wypełniła salę. Szkoda tylko, że na tak krótko. Tym razem nie było bisów. Zresztą nie ma się co dziwić, po takich zakłóceniach nikt nie chciałby wracać na scenę i ryzykować kolejnych nieprzewidzianych zdarzeń, które niestety, ale zepsuły jednak klimat tego wydarzenia.

Hurts

{AdmirorGallery}2011/marzec/rozrywka/koncerty_i_muzyka/hurts2011{/AdmirorGallery}

Dikta, Retro Stefson

{AdmirorGallery}2011/marzec/rozrywka/koncerty_i_muzyka/hurtsinni2011{/AdmirorGallery}