Júníus Meyvant nagrał płytę, która hipnotyzuje słuchacza

3944

Júníus Meyvant to alter ego muzyka, którego prawdziwe imię brzmi Unnar Gísli Sigurmundsson. Niektórzy mogą go kojarzyć ze współpracy z islandzkim folkowym zespołem Hymnalaya.

W 2014 roku artysta opublikował swój pierwszy solowy singiel ”Color Decay”, który od razu narobił sporo pozytywnego zamieszania w Islandii. Kompozycja zdobyła nagrodę Icelandic Music Awards w kategorii „najlepsza piosenka roku”. Ponadto Júníus Meyvant otrzymał również nagrodę za „najlepszy debiut roku”. Kolejna piosenka artysty „Hailslide” pojawiła się na trzeciej części serii kompilacji „This Is Icelandic Indie Music” przygotowanych przez wytwórnię Record Records .

Natomiast 16 lipca 2015 roku Júníus Meyvant zadebiutował albumem EP zatytułowanym „EP” (Record Records). Na płycie znalazło się cztery utwory (dwa z nich mogliśmy poznać już wcześniej).

meyv

Júníus Meyvant proponuje nam muzykę wyjątkową i oryginalną, przez którą przemawia nadzwyczajna świeżość. Przykuwa ona naszą uwagę spokojną melodią i świetnymi aranżacjami. Utkaną z elementów współczesnego folku, indie popu i soulu, ale w których odzywają się także echa lat 60-tych i 70-tych. Singer-songwriterska muzyka artysty jest kunsztownie przyozdobiona szlachetnymi partiami instrumentów dętych i smyczkowych oraz lekko gospelowymi żeńskimi i męskimi chórkami. Z jednej strony przepełnione emocjami i przyjemnymi melodiami utwory mają wydźwięk intymnej pozytywnej melancholii, a z drugiej pełne są rozmachu i ciepłego światła. Odczuwalna jest refleksyjność, a także Islandzki spokój zawarty na tej płycie. Dzięki temu album dryfuje sobie bez pośpiechu. W takiej sytuacji i nam nie pozostaje nic innego niż poddać się jego magii.

Materiał na „EP” jest spójny i zwarty. Dopracowany na każdym poziomie i w każdym detalu. To zbiór stonowanych, delikatnych kompozycji, bazujących na rozbudowanych aranżacjach, urokliwym klimacie i zniewalających melodiach. Poszczególne utwory nie zlewają się jednak ze sobą, wyróżniają się i mają swój charakterem. Za każdym razem nasze doświadczenia i przeżycia są równie intensywne. Ta muzyka z pewnością działa mocno na naszą wyobraźnię i duszę, przynosząc wspomniany spokój i ukojenie.

Element spajający albumu stanowi głos wokalisty. Charakterystyczna barwa jego głosu i sposób śpiewania przywołują czasami skojarzenia z takimi artystami jak Justin Vernon (Bon Iver), José González i Asgeir. Trzeba przyznać, że Júníus Meyvant nie tylko jako kompozytor, ale również jako wokalista brzmi wzruszająco. Miłe wrażenia gwarantowane.

Júníus Meyvant ma niebywałą łatwość budowania niesamowitego klimatu i tworzenia pięknych melodii, które jak już wejdą do głowy, to zostają w niej na długo. Dlatego „EP” to płyta do wielokrotnego odsłuchu. Pomimo tego, że nie trwa zbyt długo, a może właśnie dlatego, warto delektować się nią raz za razem.

Moim zdaniem (chociaż nie tylko) sprawdzian debiutanckiej płyty Júníus Meyvant zdał bardzo dobrze. Bo to jedna z tych płyt, które hipnotyzują słuchacza. Jednakże prawdziwym egzaminem okaże się dopiero album długogrający.

cover

Júníus Meyvant – „EP”

1. Hailslide 3:43

2. Color Decay 4:25

3. Gold Laces 3:41

4. Signals 4:01

Więcej informacji o Júníus Meyvant znajdziesz na stronie internetowej TU, a także na profilu facebook i soundcloud.

autor Marcin Kozicki/Stacja Islandia

Opublikowany w: