“Mam jakiś wewnętrzny przymus pisania. Chyba jestem od niego uzależniony”

2931

Wywiad z zakochanym w Islandii redaktorem naczelnym portalu Stacja Islandia, dziennikarzem muzycznym, który dzieli się swoją pasją m.in. z czytelnikami portalu Muzyka Islandzka oraz Iceland News Polska. 

Z Marcinem Kozickim rozmawia Marta Magdalena Niebieszczańska.

MMN – Witaj, mógłbyś przybliżyć nam to kim jest Marcin Kozicki?

Marcin Kozicki – To może być dosyć trudne, gdyż sam próbuję sobie odpowiedzieć na to pytanie już od ponad 35 lat. Odpowiedzi wciąż nie są jednoznaczne.

Bardziej otwierają one kolejne drzwi wskazując na dodatkowe ścieżki i wątki, aniżeli zbliżają do uchwycenia mnie w nawias i sklasyfikowania. Dlatego coraz bardziej daję sobie z tym spokój. A mówiąc poważnie urodziłem się i wychowałem w Bieszczadach. Ale od czasu podjęcia studiów kilkakrotnie zmieniałem miejsce zamieszkania. Obecnie mieszkam w Tarnobrzegu. Z zawodu jestem psychologiem. A prywatnie mężem i ojcem.

Interesuję się muzyką, tak mam od dziecka, jak utarło się często mówić. To nie tylko moja pasja, ale też poniekąd przekleństwo. Tak się dzieje, gdy coś chwyta mocno człowieka, wchłania go i nie chce ani na moment wypuścić. W jakimś stopniu wyjaśnia to Oliver Sacks, słynny neurolog i psychiatra, który w swojej książce „Muzykofilia – opowieści o muzyce i mózgu”, pozwala zrozumieć istotę i naturę odbierania dźwięków i muzyki przez człowieka. Na marginesie – zachęcam do poznania tej lektury. Od razu wyjaśnię, że mój zakres zainteresowania muzyką nie ogranicza się wyłącznie do Islandii, chociaż faktycznie szczególnie podchodzę do muzyki powstającej na dalekiej Północy – na Islandii, Wyspach Owczych, Grenlandii czy na Alasce. Niemniej jednak słucham także dużo innej muzyki, o różnorodnej genezie geograficznej i stylistycznej. Z tego powodu zajmuję się dziennikarstwem muzycznym.

Moją drugą pasją jest Islandia. Wraz z moją żoną Agnieszką doszliśmy do wspólnego wniosku, że odnosimy wrażenie jakbyśmy byli przypisani tej wyspie, tylko los przy naszych narodzinach rzucił nas po prostu w inne miejsce na ziemi. No, ale nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa.

photo_by_Agnieszka_Kozicka_4
Zdjecie Agnieszka Kozicka

Zacznijmy od tego kiedy Islandia pojawiła się w Twoim życiu po raz pierwszy? Czy pamiętasz kto lub co – jaka sytuacja sprawiła, że tak bardzo zakochałeś się w tym kraju?

Wszystko zaczęło się od muzyki islandzkiej, której zacząłem słuchać kilkanaście lat temu. Ta muzyka zaintrygowała mnie na tyle, iż w mojej głowie pojawiło się pytanie – jak wygląda Islandia? Co to jest za miejsce?

Zainteresowałem się Islandią.

W pierwszym odruchu każdy poszukiwałby informacji oczywiście w internecie. Ale w tamtym czasie z dostępem do internetu nie było tak łatwo. Ewentualnie w tzw. kafejkach internetowych. Dlatego musiałem zainwestować w przewodniki. Zbierałem, czytałem i chłonąłem wszystko co tylko na ten temat wpadło mi w ręce. Oprócz przewodników, poznawałem też Islandię na kartach islandzkich powieści oraz poprzez czasopisma podróżnicze. Z zaciekawieniem oglądałem również islandzkie filmy fabularne. Informacje na temat Islandii czerpałem także z filmów dokumentalnych. Tak mnie to wszystko wciągnęło, że nawet nie zauważyłem kiedy Islandia mną zawładnęła. Islandia okazała się strzałem prosto w serce.

To miłość od pierwszego wejrzenia.

W Islandii fascynuje mnie wiele rzeczy – język, kultura, natura, klimat, geografia, historia, itd. Kocham ją z wszystkimi jej zaletami i wadami, co dla mnie nie jest takie trudne, bo i tak tych wad mało dostrzegam będąc zaślepiony miłością.

IMG_4125_c
Zdjęcie Agnieszka Kozicka

Czy byłeś kiedyś w Islandii i jeśli tak to jak długo? Czy jako turysta czy tu mieszkałeś?

Wraz z żoną byliśmy w Islandii kilkakrotnie. Były to wyjazdy kilku tygodniowe. Aktualnie nie możemy pozwolić sobie na dłuższe pobyty, ani zamieszkanie tam z powodu pewnych zobowiązań w Polsce. Muszę przyznać się do tego, iż przed pierwszym wyjazdem towarzyszyły nam pewne obawy, związane z tym czy rzeczywistość sprosta naszym wyobrażeniom na temat Islandii, które dotychczas były tak sowicie karmione książkami, filmami i relacjami innych osób, itp. Okazało się jednak, że „żywa” Islandia rozwiała wszystkie nasze wątpliwości, a nawet przerosła nasze oczekiwania. To było wspaniałe uczucie.

Kolejne pobyty w Islandii umocniły naszą fascynację tym krajem i ludźmi tam mieszkającymi. Nasze wyjazdy przygotowywaliśmy zawsze samodzielnie, na własną rękę. Były one poprzedzone wielotygodniowym układaniem planu, ciągłymi zmianami, próbami dopasowania miejsca do czasu, bo z jednej strony nocleg, z drugiej auto, itd. Oczywiście plan planem, służył on tylko jako pewien zarys. Pozostawał zawsze otwarty i elastyczny. W końcu przecież nie był to wyjazd klubu naukowego. Zresztą życie i rzeczywistość i tak zawsze zadba o to, żeby z takim planem i jego autorami pobawić się trochę. Każdy nasz wyjazd i pobyt na Islandii był inny, ale wszystkie były równie magiczne i wyjątkowe. Mieliśmy okazję poznać nie tylko Reykjavik, jego okolice oraz wybrzeże , czy przejechać trasą pt. „Złoty Krąg”.

Byliśmy też w Islandii o różnych porach roku, co też jest niebanalnym doświadczeniem. Odbyliśmy na przykład zimową podróż dookoła wyspy, innym razem spędziliśmy dużo czasu zwiedzając zachód Islandii ze szczególnym uwzględnieniem Fiordów Zachodnich. Kilka razy odwiedzaliśmy południe Islandii, a przez niemal półtorej tygodnia mieszkaliśmy na północy w Dalviku, zwiedzając tamtą część wyspy. Byliśmy oczywiście również na wschodnim wybrzeżu. Niezapomniana pozostanie dla nas także podróż przez interior. Wyprawy odbywaliśmy zazwyczaj we dwoje i poruszaliśmy się wynajętym samochodem. To duże ułatwienie, dające wiele swobody i niemal nieograniczonej wolności. Dzięki temu mogliśmy jechać kiedy chcemy i gdzie chcemy. No i nie da się ukryć, że jest to także miłe schronienie przed deszczem i wiatrem.

Pozostało całe mnóstwo wspomnień i tyle samo zdjęć, o co zadbała Agnieszka, która zajmuje się fotografią. O naszych wyprawach na Islandię moglibyśmy opowiadać godzinami, bo jest tego naprawdę wiele i wyszłaby z tego książka. A propos, nie wiem czy wiesz, ale nasza wspólna pasja doprowadziła też do tego, że wraz z Agnieszką wzięliśmy ślub w Reykjaviku.

photo_by_Oskar_Pll_Elfarsson_2
Zdjęcie Oskar Pall Elfarsson

Mógłbyś opisać co na wyspie zrobiło na Tobie wówczas największe wrażenie? Czy byłeś czymś rozczarowany?

Zacznę od rozczarowań, bo tych jest zdecydowanie mniej. Niepokojące są zwiększające się napływy turystów, ale chodzi mi tutaj bardziej o grupy osób, że tak to ujmę delikatnie, zachowujących się nieładnie i nieprzyzwoicie, bez poszanowania innych zwiedzających i samego miejsca, w którym się znajdują. Bo generalnie do turysty jako takiego to ja nic nie mam. No, ale to raczej i tak nie jest rozczarowanie samą Islandią, a niemiłym zjawiskiem jakie tam doświadczyliśmy. Prywatnie natomiast nie podoba mi się to, iż Reykjavik, a raczej ludzie zarządzających miastem, którzy ulegli naciskom z zewnątrz i dopasowują się do trendów zachodu, czy też europejskich i wymogów klienta – turysty. Wiąże się to między innymi z zamykaniem ciekawych miejsc lub wyburzaniem innych pod plac budowy dla powstających luksusowych hoteli. Na szczęście Islandia to nie tylko Reykjavik, przynajmniej dla nas. Zresztą najlepiej czuliśmy się będąc na Fiordach Zachodnich i na północy wyspy. Rzecz gustu.

Największe wrażenie zrobiły na nas oczywiście islandzkie krajobrazy – ogromne przestrzenie, góry, lodowce, wulkany, gejzery, gorące źródła, wodospady, fiordy, itd. Zniewalające jest zestawienie piękna natury z jej równoczesną potęgą i bezwzględnością. Niesamowici są również Islandczycy. Mamy bardzo pozytywne zdanie na ich temat. Islandia ma też to do siebie, że najmocniej potrafi zachwycić drobnymi szczegółami, subtelnymi akcentami i niuansami, ledwo zauważalnymi detalami. Trudno to opisać, bo tego często nie widać gołym okiem, ale czuje się to w sercu. Byłbym zapomniał. Spełniłem również swoje dziecięce marzenie – zobaczyłem renifera i zorzę. W zorzę to mógłbym się godzinami wpatrywać. To coś niezwykłego, naprawdę fantastycznego. Magia.

IMG_4025
Zdjęcie Agnieszka Kozicka

Interesujesz się muzyką, jesteś w pewnym specjalistą od brzmień z kraju ognia i lodu. Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z muzyką z Islandii?

Oczywiście, że pamiętam. Takich momentów się nie zapomina. Z muzyką tą spotkałem się około 15 lat temu. Wracałem wówczas po jakimś ciężkim dniu do domu. Po drodze zaszedłem do sklepu muzycznego. Taki mój bzik – mówiłem, że to trwa już długo. Przeglądałem płyty na półkach. W pewnym momencie poczułem jak do moich uszu wślizgują się delikatne dźwięki, które sprawiały wrażenie jakby chciały się ukryć w moim wnętrzu. Słyszałem w życiu wiele rzeczy, zawsze byłem na bieżąco z muzyką, pojawiającymi się płytami. A wtedy nie potrafiłem określić ani dopasować muzyki płynącej z głośników do niczego co do tej pory słyszałem. Rzadko mi się to zdarza. Muzyka ta była czymś niesamowicie pięknym, tak pięknym, że wręcz aż nierealnym. Wrażenie to zostało spotęgowane kiedy na tle muzyki pojawił się wokal. Miałem poczucie obcowania z absolutem. Kilka minut później poznałem nazwę zespołu i pyty – Sigur Rós „Agaetis Byrjun”. Do dziś to wydawnictwo pozostaje dla mnie jednym z najważniejszych albumów, nie tylko na gruncie muzyki islandzkiej. Myślę, że to był dla mnie dobry początek (agaetis byrjun) z muzyką islandzką. Później już nie ustawałem w swoich muzycznych poszukiwaniach dźwięków z Islandii. Poznawałem stopniowo historię muzyki islandzkiej, od czasów rimurów, poprzez muzykę lat 50-tych i 60-tych, przez rozkwit punk rocka, aż do muzyki współczesnej. Pomimo trudności docierałem do coraz większej ilości albumów i muzyki islandzkiej. Muzyka islandzka coraz częściej wypełniała moją muzyczną przestrzeń i do dziś ma szczególne w niej miejsce.

Jak to się stało, że zacząłeś pisać o muzyce?

Ogólnie pisać to ja lubiłem od zawsze. Pamiętam, że jako dziecko przepisywałem fragmenty książek. W szkole podstawowej i średniej uwielbiałem pisać wypracowania. W wolnym czasie pisałem wiersze i opowiadania. Siłą rzeczy w pewnym momencie połączyłem moje zamiłowanie do pisania z muzyką. Zacząłem pisać o zespołach i konkretnych albumach. Mam jakiś wewnętrzny przymus pisania. Chyba jestem od niego uzależniony. Nie potrafię nie pisać przez dłuższy czas. Ot i cała historia. Natomiast jeśli chodzi o moje pisanie na temat muzyki islandzkiej to tutaj ważnym dla mnie wydarzeniem, które mnie konkretnie zmotywowało do działania, było dołączenie do redakcji strony internetowej www.muzykaislandzka.pl, powołanej do życia przez Bartka Wilka. Mija obecnie 5 lat od kiedy współprowadzę ten portal i na którym systematycznie publikuję swoje teksty. Uzbierało się tego całkiem sporo – setki recenzji, wywiady, relacje z koncertów, podsumowania i inne artykuły. Nie każdy może wie, ale ta strona to wynik wyłącznie pasji, do tego małej grupki osób. Nie otrzymujemy żadnego finansowego wsparcia, nie mamy sponsorów ani płatnych reklam. Pomimo tego każdy daje tutaj z siebie wszystko i jest zaangażowany w projekt całym sobą. Robimy to z sercem. Chcemy dzielić się muzyką islandzką i zainteresować nią innych. Dzięki naszej ciężkiej bądź co bądź pracy udało nam się nawiązać liczne kontakty m.in. z wytwórniami muzycznymi, producentami, zagranicznymi stronami internetowymi, czasopismami i samymi artystami. W wyniku tego mamy możliwość w sposób szerszy i rzetelniejszy popularyzować muzykę islandzką w naszym kraju. Co ciekawe część osób z redakcji prowadzi także inne strony internetowe poświęcone tematyce muzyki islandzkiej.

Współredagujesz portal Muzyka Islandzka, jesteś redaktorem Stacja Islandia i współpracujesz z Iceland News Polska. Czy są jeszcze jakieś portale muzyczne, z którymi współpracujesz?

Te trzy strony internetowe wymienione przez Ciebie stanowią dla mnie główną przestrzeń eksploracji moich poczynań w zakresie pisania o muzyce islandzkiej. Zresztą nie tylko o muzyce islandzkiej, bo staram się również od pewnego czasu popularyzować także artystów pochodzących z Wysp Owczych i Grenlandii. Natomiast oprócz systematycznej i stałej pracy dla powyższych portali, funkcjonuję także na zasadzie „wolnego strzelca” i pisałem/piszę teksty (zazwyczaj pojedyncze, ale nie tylko) na inne strony internetowe (np. www.t-mobile-music.pl, www.mimagazyn.pl) lub do czasopism papierowych (np. M/I Magazyn, Noise Magazine, Zew Północy). Od czasu do czasu pojawiam się również gościnnie w Polskim Radiu Rzeszów, współprowadząc audycję „Dźwiękosfera”, której autorem jest Andrzej Sroka. Audycje wówczas poświęcone są muzyce islandzkiej, farerskiej i grenlandzkiej. Jest to bardzo fajna forma promocji tej muzyki. Taka bezpośrednia i namacalna. Jednocześnie pozostaję otwarty na nowe propozycje współpracy, więc jeśli ktoś jest zainteresowany to proszę śmiało pisać na adres mailowy: stacjaislandia@poczta.fm.

stacja_islandia_logo

We wszystkich tych miejscach pojawiają się Twoje recenzje o muzyce, które już podczas ich czytania powodują, że chce się sięgnąć po tą właśnie płytę i po tą właśnie muzykę. Możesz zdradzić ile czasu zajmuje ci napisanie recenzji?

Wiesz, jest z tym naprawdę różnie. Generalnie o jednych płytach pisze się łatwiej, a o innych trudniej. Nie ma na to reguły. Ponadto po drodze pojawiają się też trudności. Po pierwsze przed przystąpieniem do pisania recenzji staram się zebrać wszelkie dostępne informacje na temat zespołu, a także danego albumu. Robię to, żeby później wykorzystać te informacje w recenzji i obok opisu płyty przedstawić chociaż krótką historię zespołu, po to aby polski czytelnik miał możliwość poznania zespołu często dotychczas nieznanego w Polsce. W tym miejscu napotykam często na pierwszą trudność. Otóż w Internecie tego typu informacji jest naprawdę niewiele, do tego tylko mniejsza część w języku angielskim, a reszta po islandzku. Dlatego staram się wtedy sięgać do źródła i nawiązać kontakt z zespołem, prosząc o przesłanie jakichś informacji/bio na swój temat. Te zabiegi wydłużają powstanie recenzji. Trudność druga to ograniczony dostęp do poszczególnych islandzkich wydawnictw. Niektóre albumy posiadam na nośnikach fizycznych (CD, vinyl), a inne nie. Oczywistym jest, że nie można mieć wszystkiego. Wtedy pozostaje mi na przykład korzystanie z internetu umożliwiającego „jedynie” odsłuchanie danego albumu bezpośrednio z danej strony, a to jednak zmusza do tego, żeby usiąść z laptopem i kilkakrotnie przesłuchać płytę. Tu dochodzimy do kwestii czasu wolnego. Chyba nikt nie narzeka na nadwyżkę wolnego czasu. Ja również nie mam takiego komfortu. Mam przecież prywatne życie – rodzinę, małe dziecko. Mam też pracę, która pochłania większą część dnia, bo oprócz pracy same dojazdy do niej zabierają mi aż 3-4 godziny dziennie. Stąd płyt słucham głównie w samochodzie albo w nocy ze słuchawkami na uszach. Noc to moja dobra przyjaciółka. Trochę wymigałem się od odpowiedzi na pytanie, ale sama widzisz jak to wygląda. Jedna recenzja powstaje w chwilę, inna rodzi się przez tydzień lub dwa. Często jest ona pisana „na raty” z uwagi na brak wolnego czasu, inne zajęcia i obowiązki. Pewne zarysy powstają w samochodzie lub busie, albo w jeszcze innych dziwnych miejscach. Rzadko jest to praca przy biurku z ciepłą herbatką, choć i takie się zdarzają czasami.

Utworzyłeś portal Stacja Islandia. Możesz powiedzieć parę słów na temat tej strony. Dlaczego powstała? Kto ją z Tobą współtworzy?

Po pierwsze Stacja Islandia to projekt, który powstał z naszej wspólnej inicjatywy – mojej i żony. Jest wynikiem naszego zafascynowania Islandią oraz tym wszystkim co z nią związane.

Przez długi czas Stacja Islandia funkcjonowała jedynie jako profil na facebooku. Obecnie od kilku miesięcy pochwalić możemy się oficjalną stroną internetową www.stacjaislandia.pl. Jest ona w stałej rozbudowie, wygląda coraz lepiej, chociaż do perfekcji jeszcze jej trochę brakuje. Najważniejsze jest to, że działamy na własnych zasadach i warunkach – bez sponsorów, płatnych reklam, itp. Tak jak piszemy na naszej stronie, Stacja Islandia to miejsce, w którym chcemy się dzielić naszymi (i nie tylko) przeżyciami, doświadczeniami, emocjami i uczuciami związanymi z tą niezwykłą wyspą. Pragniemy ukazać magiczną naturę tego miejsca, przyrody i ludzi. Ponadto chcemy nadal przybliżać oblicze muzyki islandzkiej, ale także literatury i filmu oraz innych form kultury. Rozbudowany zostanie też dział ‘Fotografia’, w końcu większość z nas jest wzrokowcami. Powoli pracujemy nad tym z Agnieszką, ale przekopać się przez jej zbiory zdjęć nie jest rzeczą prostą. Dochodzi jeszcze do tego czasochłonna obróbka i edycja fotografii. Dodatkowo Agnieszka jest też zaangażowana w swój własny projekt fotograficzny www.krainaobrazu.eu, a oprócz tego pracuje jako psycholog i psychoterapeuta. Ale spokojnie damy radę. Oczywiście na stronie Stacja Islandia znajdzie się również miejsce dla muzyki z Wysp Owczych i Grenlandii. Zresztą mamy jeszcze sporo pomysłów na urozmaicenie i ubogacenie oferty naszej strony. Niestety ich realizacja zajmuje dużo czasu, bo niemal wszystko robimy sami, a czas nie stoi po naszej stronie. Obecnie wspierają nas także swoimi tekstami dziewczyny ze Studenckiego Klubu Islandzkiego – Emiliana Konopka i Katarzyna Petruk przygotowały naprawdę świetne artykuły. Z tego miejsca im serdecznie dziękuję. Oczywiście każdy ma swoje obowiązki, dlatego aktywność poszczególnych osób siłą rzeczy nie jest regularna. Ale przypominam, działamy dopiero od kilku miesięcy. Z pewnością nie spełnimy oczekiwań wszystkich, nie ma się co do tego łudzić, ale to raczej normalne. Jeśli komuś podoba się to co robimy, czerpie z tego satysfakcję, inspirację lub cokolwiek innego, to miło. Jeśli natomiast ktoś ma jakieś zastrzeżenia, to tak naprawdę jest to wyłącznie jego sprawa i problem. Oszczędźmy sobie złośliwości. Internet jest tak obszerny, a jego oferta tak bogata, że każdy z pewnością odnajdzie gdzieś swoje szczęście. Korzystając z okazji chciałbym zachęcić wszystkich zainteresowanych Islandią lub daną jej sferą, aby odważyły się i podzieliły się z nami własnymi wrażeniami. Ewentualne teksty/artykuły/materiały można przesyłać na nasz adres: stacjaislandia@poczta.fm. Z pewnością odpowiemy na każdą wiadomość.

Skąd czerpiesz inspiracje do swojej pracy?

Moim szczęściem jest przede wszystkim to, że pasję do Islandii i muzyki islandzkiej podziela również moja żona Agnieszka. Jej zrozumienie dla tego co robię jest dla mnie bezcenne. Mam w Niej duże wsparcie. Otrzymuję też pomoc i cenne wskazówki przy komponowaniu artykułów i recenzji. Ponadto motywuje mnie do dalszych działań. A prywatnie ujmuje mnie sposób, a raczej Jej wyczucie i umiejętności uchwycenia eterycznej magii Islandii w kadrze aparatu fotograficznego. Inspiracje do moich prac czerpię głównie ze słuchania muzyki, oglądania filmów i czytania książek – mam tu na myśli pozycje nie tylko islandzkie. Czytam także prasę muzyczną i internetowe magazyny muzyczne. Inspirujące są również rozmowy z islandzkimi artystami, a także drobne gesty informujące, że ktoś docenia to co robię. Tym bardziej, że te działania nie opierają się na pieniądzu.

IMG_4300_2
Zdjęcie Agnieszka Kozicka

I tak na zakończenie możesz zdradzić nam swoje marzenia związane z Islandią?

Mamy ich co najmniej kilka. Chcielibyśmy na przykład udać się na wędrówkę po górach w regionie Landmannalaugar, a także zwiedzić okolice Askja oraz zdobyć lodowce. Chociaż prawdopodobnie następny wyjazd na Islandię będzie nieco mnie ekstremalny, gdyż będzie to wyjazd z jednorocznym dzieckiem. Poza tymi wymienionymi mamy jeszcze wiele innych planów i marzeń związanych z Islandią, ale na razie nie chcę ich zdradzać, żeby nie zapeszać i nie psuć niespodzianki.

Dziękuję Ci bardzo za ciekawą i pełną pasji rozmowę. Do zobaczenia w Islandii.

Opublikowany w: