Islandzka premiera filmu Eldfjall

646

Wczoraj, w kinie Haskolabio, odbyła się islandzka premiera filmu Rúnara Rúnarssona „Eldfjall”(Wulkan). Główny bohater, to starszy mężczyzna o imieniu Hannes, który pochodzi z wysp Vestmannaeyjar. W 1973 roku wybuchł tam wulkan Eldfell, który zniszczył wiele domów na wyspie Heimaey, dlatego też duża liczba mieszkańców zdecydowała się w tym czasie opuścić wyspę. Wśród nich znalazł się również Hannes ze swoją rodziną. Film opowiada historię starszego człowieka, który po odejściu na zasłużoną emeryturę, nie może się odnaleźć i próbuje nawet odebrać sobie życie. Zamknięty w sobie mężczyzna, najlepiej czuje się wtedy, gdy wypływa w morze na swojej starej łodzi, skąd z tęsknotą spogląda w stronę rodzinnej wyspy widniejącej na horyzoncie. Podczas niedzielnych obiadów, które są okazją do spotkań całej rodziny, Hannes narzeka na wszystko, krytykuje żonę, i zwraca się do wszystkich obcesowo. Pomiędzy nim i jego własnymi dziećmi już dawno pękła nić porozumienia. Na domiar złego, jego wysłużona łódź, jego ucieczka od codziennej monotonii, jest dziurawa i wymaga natychmiastowej naprawy. W życiu Hannesa następuje przełom, kiedy jego żona zostaje sparaliżowana, w wyniku wylewu krwi do mózgu. Staruszek nie chce oddać chorej żony do szpitala, i postanawia sam zaopiekować się żoną w ich własnym domu. Decyzja ojca nie spotkała się z aprobatą jego dzieci, które w żaden sposób nie były w stanie jej zmienić. Od tej pory życie Hannesa toczyło się pomiędzy codzienną pielęgnacją chorej żony i renowacją starej łodzi. Mężczyzna musiał nauczyć się wielu nowych rzeczy, nauczyć się radzić sobie w nowych sytuacjach. Musiał sprostać obowiązkom, które zawsze wykonywała za niego żona. Po wielu latach wspólnego życia, dopiero na starość zaczyna troszczyć się o najbliższą mu osobę. Wszystko trwa do momentu, w którym Hannes dokonuje zaskakującego wyboru. Niestety więcej nie mogę Wam powiedzieć, musicie to zobaczyć sami. Wulkan, to nie tylko erupcja lawy, to także eksplozja uczuć tłumionych przez lata pod grubą warstwą tęsknoty. Gromkie brawa po premierze filmu i niekończące się owacje na stojąco, były nagrodą publiczności dla reżysera i aktorów.