SAD czyli zimowy blues

769

 Była noc i jest noc. Podniesienie powieki w zimowy ciemny poranek to codzienna walka o kolejne pięć minut i najchętniej w kapsule pościeli przemierzalibyśmy senne przestrzenie przez kolejne lata świetlne. Ciężko znaleźć w sobie motywację do robienia czegokolwiek, a rutynowe czynności stają się niczym ruchy galernika. Senność bierze górę nad ciałem i nawet libido jakby w sen zimowy zapada. Najlepszymi przyjaciółmi stają się kołdra, poduszki i węglowodany.
Jeśli jesteś akurat w jednym z krajów Północy i czujesz, że powyższe stwierdzenia pasują do twojej obecnej sytuacji to prawdopodobnie dopadł cię SAD (z ang. Seasonal Affective Disorder – sezonowe zaburzenie nastroju) – jest to rodzaj depresji związanej ze zmiennością pór roku. Najczęstszą odmianą jest zimowe zaburzenie nastroju powodowane głównie przez brak wystarczającej ilości światła dziennego wytwarzającego w podskórnym procesie potrzebną nam witaminę D. Islandia idealnie wręcz nadaje się jako poligon badawczy dla tej ciekawej przypadłości – jest tu wszystko czego w zimie nie lubimy: zła pogoda, ciemność i chłód. Dodatkowo ludność napływowa (np. Polacy) może cierpieć z powodu izolacji społecznej i kulturowej na tej odległej wyspie. Huraganowy wiatr i deszcz to nie zima jaką zapamiętaliśmy z Polski, gdzie jeździ się w saniach z pochodniami, a smak tutejszych świątecznych potraw zdecydowanie nie przypomina wigilijnej kuchni w polskim domu.
Cierpiący na SAD nie powinni się jednak poddawać – istnieją różne sposoby radzenia sobie podczas “zimowego bluesa”. Przede wszystkim należy zadbać o jak największą ilość światła; istnieją różnego rodzaju terapie światłem i “świetlne” gadżety, takie jak lampy światła dziennego, czy też naświetlające okulary. Zdecydowanie warto przyjmować na siebie jak najwięcej długich promieni krótkiego dnia, można to robić np. uprawiając sporty zimowe (choćby jeżdżąc na łyżwach po zamarzniętym Tjorninie w centrum Reykjaviu), jeżdżąc na koniach, czy też po prostu spacerując. Nie wolno zapominać także o narodowym bogactwie Islandii – geotermalnych źródłach i basenach. W nich to, siedząc zanurzeni po szyję, możemy gwizdać na wiatr i mróz, a swoje przemarznięte dusze skutecznie rozgrzać.
Lepiej jednak pogodzić z tym, że w czasie zimy czas wolny będziemy spędzać głównie w naszych domach, zatem aby bezczynnym leżeniem i objadaniem się słodyczami nie nakręcać depresyjnej spirali, powinno się do zimowania w domu odpowiednio przygotować. Trafionym pomysłem będzie kolekcja dobrych filmów (gównie komedii) oraz książek o lekkiej tematyce. Warto także spotykać się jak najczęściej ze znajomymi (z nieznajomymi też) np. wymieniając doświadczenia kulinarne. w tym wypadku podpatrzeć Islandczyków, którzy gromadnie zbierają się aby robić wypieki świąteczne.
Przykład Islandczyków można pociągnąć dalej, w końcu to oni przez pokolenia musieli co roku stawiać czoła surowej zimie i związanej z nią melancholii. Badania dowodzą również, że Islandczyków o wiele rzadziej, niż inne nacje dotyka SAD. Wyjaśnieniem tego fenomenu może być konsumpcja ryb, która w przeliczeniu na osobę plasuje Islandię na czele krajów Północy, a jak wiadomo mięso ryb morskich jest bogate w witaminę D.
Zatem co takiego robią Islandczycy zimą? Otóż przede wszystkim spędzają czas razem czy to parając się różnego rodzaju rękodziełem czy też razem wychodząc do restauracji, teatru, kina. Okres zimowy tworzy atmosferę przytulności domowego ogniska i prawie baśniową aurę wyczekiwania na jakieś niesamowitością przesycone wydarzenia. Ogólnie nie trudno zauważyć wzmożonej aktywność Islandczyków w związku z nadchodzącymi świętami. Nie dzieje się tak bez powodu, przecież święta obok obrządku religijnego posiadają również wymiar społeczny, a nawet antropologiczny – od zawsze była to celebracja najkrótszych dni w roku, po których Słońce będzie się pokazywać na nieboskłonie coraz dłużej.
Jeśli nawet sam Duch Świąt nie będzie w stanie wyrwać nas z SAD, należy pamiętać, że jak zawsze, wszystko ma swoje przeciwieństwa i już za kilka miesięcy możemy nabawić się letniego zaburzenia nastroju. Może się wtedy okazać, że ciężko nam zamknąć powieki i ułożyć się do snu, nadmiar energii będzie wypychał nas z domów w środku nocy, a libido będzie szaleć jak pies zerwany z uwięzi.