DesignMarch – okiem organizatorów

911

Jónas Valtýsson i Ármann Agnarsson – z ich pomysłów powstała idea Festiwalu Designu. Różnorodność, współpraca, innowacje i ryzyko to tylko kilka cech, które udało się wyeksponować Islandzkiemu Centrum designu podczas edycji festiwalu w roku 2009. To właśnie te cechy są charakterystyczne dla edycji festiwalu, który zakończył się właśnie w Reykjaviku.

Jónas i Ármann pracowali ze sobą przez dwa lata w agencji reklamowej, którą opuścili, aby skupić się na przemyśle kulturalnym – projektowali okładki książek i płyt z muzyką. Spodobała im się praca artystyczna – wcześniej wykonywali zawody architektów, cieśli i operatorów dźwigów, co nie pokrywało się z ich zainteresowaniami. W swoim dążeniu do zrealizowania marzeń osiągnęli pełną bezkompromisowość – to zaprowadziło ich do stworzenia HÖNNUNARMARS (Marca Designu). W rozmowie z redaktorką Grapevinne- Rebeccą Louder zgodzili się powiedzieć nieco więcej o projekcie i zaangażowaniu w imprezę.

Rebecca Louder: Jak wpadliście na pomysł organizacji tego wydarzenia?

Ármann: Kiedy zaczynaliśmy ten projekt, chcieliśmy przede wszystkim ukazać piękno wszystkich rodzajów designu. Jesteśmy grafikami, więc mamy skłonność do myślenia w tym kierunku, ale jest tyle różnych pól, na których można realizować design!

Jónas: Myśleliśmy o tym, co wspólnego ze sobą mają wszyscy projektanci, jak możemy to zaprezentować oraz o tym, co znaczy dla nas DesignMarch. Wtedy wpadliśmy na pomysł: festiwal jest jak puste płótna, które ustawia co roku Islandzkie Centrum Designu i które wypełniają projektanci. Wykonaliśmy puste schematy i daliśmy je czterem designerom do wypełnienia.

Ármann: Chcemy, aby idea broniła się sama. To chyba Halla (Halla Helgadóttir, dyrektor zarządzający Islandzkim Centrum Designu) powiedziała, że w tym wydarzeniu nie chodzi o cel – chodzi o proces. To jest to, co lubimy we wspólnej pracy. Kiedy zaczynaliśmy, nie wiedzieliśmy dokładnie, co się zdarzy i to jest właśnie w tym najlepsze – patrzenie, co wynika z twoich działań.

R. L.: Gdzie zaprowadził was ten proces?

J.: Dla mnie najbardziej ekscytującą częścią była praca z innymi projektantami i ich pomysłami. Wszystko, co robią, jest niesamowite! Trudnym zadaniem było zaprojektowanie drewnianych liter z logo festiwalu. Chcieliśmy jednocześnie, aby były z drewna i żeby były eleganckie. Podoba nam się ten kontrast

Á.: Myślę, że na początku Islandzkie Centrum Designu było dość sceptycznie nastawione w stosunku do tego, czy naprawdę uda nam się zorganizować tę imprezę – pod względem kosztów, planów itd. To naprawdę ogromny wysiłek i tak naprawdę nie robiliśmy tego wcześniej. Zaprojektowaliśmy litery we współpracy z Hlynurem Axelssonem, który później je dla nas zbudował. Był niezbędny, aby to zrobić. To bardzo interesujące – jak powstaje plan finansowy, jakich materiałów trzeba użyć… Litery są ogromne i drewniane, bardzo piękne i bardzo delikatne.

J.: Tak, i kiedy są razem, tworzą silną całość. Pojedyncze litery są umocowane na sobie w trzech rzędach. Kiedy robiliśmy im zdjęcia, trzy razy spadły i prawie nas zabiły! Są ciężkie, a tego dnia było wybitnie wietrznie.

Á.: Jónas ciągle mówił: „No tak, podnieśmy je i będzie okej!”. W końcu Hlynur przyprowadził swojego znajomego z ciężarówką i dźwigiem, który pomógł nam w instalacji – cztery przyczepione do siebie litery są naprawdę ciężkie i trudne do poruszenia. W dniu, w którym montowaliśmy litery, czułem się, jakby był na wycieczce, na której coś poszło nie tak – na przykład nie zdążyłeś na pociąg – ale na koniec i tak opowiadasz dobrą historię.

R.L.: Co jest punktem kulminacyjnym festiwalu?

J.: Miło jest tworzyć miejsce, w którym wszystkie dziedziny projektowania spotykają się raz w roku. Myślę że to naprawdę ważne dla wszystkich – zaangażować się, a dla publiczności – wiedzieć, o co chodzi.

Á.: Według mnie, impreza pomoże dokształcić ludzi w temacie tego, czym jest design i co robią designerzy. To, co dzieje się obecnie w islandzkim designie – dobre i złe rzeczy – wszystko zostało pokazane. Wierzymy, że projektanci lubią to co robią i będą reprezentowali sami siebie na swoim polu działania.

Jednym z najważniejszych pomysłów, zarówno dotyczących procesu, jak i celu, była współpraca z czterema lokalnymi projektantami wybranymi przez Jónasa i Ármanna do stworzenia swojej własnej litery. „To w zasadzie był klucz całego konceptu” – mówi Jónas. Mimo że cała struktura sieci stworzonej z liter nie była wystawiona na pokazie, były one wystawiane w różnych miejscach podczas trwania DesignMarch. Resztę można zobaczyć w ATMO.

H – HAF, Hafsteinn Júlíusson
Jako producent i dystrubutor, HAF skupia się na eksperymentach z dozą prostoty, wartości społecznych i ekologii. Ich litera została pomalowana na czerwono; ponadto zostały zainstalowane elementy szklane, a całość wygląda jak wielkie akwarium, do którego wkrótce wpuszczone zostaną żywe ryby.

M – Mundi
Projektant mody zaprezentował swoją nową kolekcję dla 66° North podczas Festiwalu Mody w Reykjavíku/ Reykjavik Fashion Festival, który odbywał się równolegle z DesignMarchem. Mundi nie wstydzi się bycia sobą – swoją literę przyozdobił śmiałą, czarnobiałą tkaniną. Rezultat wygląda jak skrzyżowanie pasków zebry, mapy sejsmicznej i ubrania cyrkowego.

N – Vík Prjónsdóttir
Ten artysta wprowadza modernistyczny sznyt do tradycyjnej sztuki dziergania na Islandii od roku 2005, pokrył więc swoją literę swetrem wykonanym z owczej wełny. Można zobaczyć na nim nadruk wykonany specjalnie z okazji festiwalu. Do kompletu Vík dorzucił czerwony szalik w kształcie dłoni.

S – Marcos Zotes
Hiszpan, przebywający i pracujący w Reykjavíku. Dyrektor projektu UNSTABLE, dotyczącego związku pomiędzy urbanistyką, architekturą i ekologii. Ramę swojej litery zostawił drewnianą – na niej zaś zamontował interaktywne urządzenie, które umożliwia ludziom przeczytanie smsów, które wysyłają, na ścianie.

Artykuł powstał na podstawie “Men of letters”.

Opublikowany w: