Lekarze przeciwni deportacji Albańczyków

2938

Dwaj lekarze surowo skrytykowali władze za deportację ciężko chorych dzieci z albańskich rodzin. We wtorek w Reykjaviku odbył się protest przeciwko decyzji Urzędu Imigracyjnego.
Jak informowaliśmy ostatnio, w zeszłym tygodniu w środku nocy deportowano albańskie rodziny. Jedno z małżeństw ma trzyletniego synka Keviego, chorującego na mukowiscydozę, zaś w drugiej rodzinie żyje Arjan, roczny chłopiec z wadą serca.

„Haniebny czyn”
Kardiolog i pediatra Hróðmar Helgason opiekował się Arjanem i dlatego sprzeciwił się ostatnio „haniebnemu czynowi”, jakim była deportacja dziecka. Lekarz powiedział też, że chłopczyk miał wkrótce przejść operację w Islandii; zaznaczył także, że władze nie zasięgnęły jego opinii przed deportacją.

Pediatra Kristján Dereksson, zajmujący się dziećmi chorymi na mukowiscydozę (również chłopcem z Albanii), potępił decyzję islandzkiego Urzędu Imigracyjnego na swojej stronie na facebooku. Dereksson, który ma spore doświadczenie w leczeniu mukowiscydozy, stwierdził, że przy niewystarczającej albańskiej opiece medycznej chłopiec dożyje maksymalnie 10. roku życia. Lekarz uważa także, że urzędnicy zajmujący się sprawą albańskich rodzin albo nie mieli pojęcia o opiece zdrowotnej w Albanii, albo świadomie to zlekceważyli.

Urząd Imigracyjny nie zasięgnął opinii pediatrów
Dereksson napisał na facebooku:
„W Albanii albo płaci się ogromne pieniądze za opiekę medyczną, albo przekupuje się pracowników służby zdrowia. Czy naprawdę ludzie myślą, że rodzina trzylatka jest w stanie zapłacić za 6-8 różnych leków, rehabilitację i wizyty lekarskie co dwa, trzy miesiące? Za ponadtygodniowe wizyty w szpitalu, a każdym razem, kiedy chłopczyk zachoruje na ciężkie zapalenie płuc? Za butle tlenowe i maseczki, kiedy tylko one uratują jego płuca, pełne śluzu i bakterii?” Zdaniem pediatry, to niewiarygodne, że Urząd Imigracyjny nie zasiągnął opinii pediatrów w przypadku Keviego.

Minister spraw wewnętrznych zajmie się sprawą Albańczyków

Islandzkie społeczeństwo surowo skrytykowało minister spraw wewnętrznych Ólöf Nordal, niektórzy domagają się nawet jej rezygnacji. Podczas nabożeństwa w Hafnarfjörður minister wygłosiła przemówienie, w którym powiedziała, że „nie będzie się biernie przyglądać tej sytuacji”. Poinformowała najpierw, że nikt nie konsultował z nią decyzji o deportacji, a następnie dodała, że rząd musi stosować się do prawa. Obiecała jednak, że poprosi parlament o dyskusję nad tym, czy to prawo może ulec zmianie:
To nie jest sprawa osobista, to jest sprawa strategiczna, sprawa praw człowieka i bardzo delikatny temat. Musimy upewnić się, że prawa dzieci są przestrzegane, i jeśli prawo tego nie gwarantuje, będę to naprawiać.

Lek na mukowiscydozę niedostępny w Albanii

Kastrijot Pepoj, ojciec trzyletniego Keviego, udzielił w ten weekend wywiadu telewizji RUV. Powiedział wówczas, że leki potrzebne jego synkowi nie są dostępne w Albanii. Zapytany o to, czemu nie złożyli apelacji w tej sprawie, odpowiedział:
Nasz prawnik radził nam tego nie robić. Kevi mógł nie otrzymać leku, który wcześniej dostawał. Nie dostalibyśmy azylu. Lekarze powiedzieli nam, że Urząd Imigracyjny nie zapłaci już za leczenie, bo jest za drogie.

Dodał także, że posiada pełną dokumentację potwierdzającą, że leki jego synka są niedostępne w Albanii.

Albańska opieka zdrowotna nie pomoże Keviemu. Nie ma tam leku na jego chorobę.
Pepoj skrytykował sposób, w jaki dokonano deportacji i wyznał, że dzieci nadal nie doszły do siebie po tym, jak zabrano ich z domu w środku nocy „jakby byli terrorystami”.

Rozbieżne zeznania Pepoja i jego prawniczki

Mbl.is przeprowadziło również wywiad z Arndís A.K.Gunnarsdóttir, będącą adwokatem rodziny.
Nie wiem, czemu tak powiedział – wyznała i stanowczo zaprzeczyła wypowiedzi Pepoja. Zdaniem prawniczki, rozmowa wyglądała zupełnie inaczej:
Dwa razy przekonywałam ich, aby nie cofali apelacji.

Twierdzi także, że wiele razy wyjaśniała, iż mogą być potraktowani wyjątkowo i otrzymać azyl z powodów humanitarnych lub zdrowotnych – szczególnie z powodu dziecka.

Zapytana przez mbl.is, czy powodem nieporozumienia mogła być bariera językowa, Gunnarsdóttir odpowiada, że to niemożliwe.
Ojciec chłopca z wadą serca, mówiący bardzo dobrze po angielsku, wszystko przetłumaczył rodzinie.

Ilona Dobosz

Opublikowany w: