Sztormowe ptaki – recenzja nowej książki Einara Kárasona

569

„W lutym 1959 roku kilka islandzkich trawlerów znalazło się w centrum nawałnicy na łowiskach u wybrzeży Nowej Fundlandii”…

„Sztormowe ptaki” książka Einara Kárasona, autora kultowej powieści „Wyspa diabła” (obecnie dostępnej w nowym przekładzie Jacka Godka), przygotowana przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, jest nieduża. Niech was to jednak nie zwiedzie, bo to opowieść trzymająca czytelnika w napięciu od pierwszej do ostatniej kartki. Autor kreśli historię trzydziestu dwóch członków załogi trawlera „Mewa”, wracającego z połowu karmazyna z pełną ładownią. Twardzi i pracowici rybacy są przyzwyczajeni do trudnych warunków na morzu. Jednak to, co ma ich spotkać podczas tego rejsu, przerasta najgorsze wyobrażenia. Trafiają w sam środek potwornego sztormu, który pokrywa kuter lodem, miota nim jak zabawką i wystawia wszystkich członków załogi na wielką próbę. Przez trzy doby będą walczyć o życie, mając świadomość, że wokół – na innych kutrach – tak samo walczą i niestety przegrywają ich koledzy.

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Einar Kárason mówił o niej podczas spotkania z czytelnikami w czasie Targów Książki w Gdańsku:
„Sztormowe ptaki” to opowieść o najcięższej, najstraszniejszej pogodzie, jaka zdarzyła się w roku 1959 u wybrzeży Nowej Fundlandii. Piszę o rybakach, pracujących na trawlerze i zmagających się z żywiołem.

Na niewielkim kutrze ludzie walczą bezustannie z bezlitosnym żywiołem. Fale, które mają niemal 18 metrów wysokości, co chwilę zalewają pokład, na którym zmęczeni, zmarznięci, wyczerpani psychicznie i fizycznie rybacy odkuwają lód z wszystkich urządzeń trawlera. Kilka kilogramów lodu więcej i kuter nie utrzyma się na powierzchni. Z tego zagrożenia zdają sobie sprawę wszyscy, zwłaszcza doświadczony wilk morski – kapitan, który nie opuszcza swojego stanowiska ani na chwilę, mając zawsze pod ręką tytoń, tabakę i kawę. Czuwa nad załogą, zagrzewa ją do walki, podejmuje najtrudniejsze decyzje, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że „praca islandzkiego rybaka pełnomorskiego jest jak służba w wojsku podczas wojny”.

Jednak to nie kapitan jest głównym bohaterem tej opowieści.

Autor szorstko, lecz także z czułością kreśli portret społeczności statku. Ludzi dzielnych, zdanych na siebie, podejmujących trudne decyzje (odcięcie szalup ratunkowych), poświęcających się dla kolegów, ale także dla rodzin. W najgorszych, najciemniejszych chwilach towarzyszy im myśl o bliskich pozostawionych na lądzie. Dla nich potrafią godzinami leżeć na lodzie, odkuwając i odcinając te elementy kutra, które nadmiernie go obciążają. Dla nich śpią po dwie godziny na dobę i choć są coraz słabsi, zawzięcie walczą o ocalenie kutra i siebie nawzajem.

Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się: bosman, trochę zawadiaka, alkoholik, poeta, twardziel o romantycznej duszy (znakomita scena czytania książek i wymiany uwag na temat lektury) oraz Larus, młody majtek, dla którego ta podróż będzie czymś w rodzaju chrztu bojowego.

Narrator towarzyszy im przy wszystkich czynnościach, pozostając na pozór w dystansie do tego, co dzieje się na pokładzie trawlera. W jednym jednak miejscu przez moment (zauważalny dla czujnego czytelnika) odsłania, kim może być ów Larus, imiennik trawlera.

Chociaż nie brakuje w książce scen mrożących krew w żyłach, to jest tu także sporo poczucia humoru. Spotykamy go w scenie, gdy rybacy rozprawiają o czytanych książkach oraz w opisie niebezpieczeństw czyhających na tych, którzy korzystają z jedynego „kibla” dostępnego w czasie sztormu. Trudno się nie uśmiechnąć.

Jest tu też wiele nienachalnego wzruszenia. Rybacy nie mają czasu roztkliwiać się nad kolegami, którzy nie wytrzymują psychicznie napięcia i oczekiwania na śmierć (ponieważ większość z nich praktycznie widzi niewielkie szanse na ocalenie, ale nikt tego głośno nie mówi). Jednocześnie robią wszystko, by potrzebujący otrzymali pomoc i wsparcie takie, jakie jest w tej trudnej chwili możliwe. Nikt tu nikogo nie ocenia, wszyscy sobie pomagają. To nie są jednak posągowe, papierowe postacie. To ludzie z krwi i kości.

Pisarz operuje zdyscyplinowanym językiem, w którym nie ma zbędnych słów czy ozdobników. W Gdańsku mówił, że praca nad książką trwała wiele lat, choć działo się to głównie w jego wyobraźni. Następnie usiadł i od początku do końca wymyśloną książkę napisał w miesiąc. Po prostu znał w niej każde słowo i każdy rozdział na pamięć. Najbardziej zapadł mi w pamięć ten, w którym bosman w ostatniej chwili ratuje życie kolegi, choć sam już swojego własnego życia – z powodu złamanego serca – nie ceni, oraz ten, w którym dowiadujemy się, że rybacy mają na pokładzie bibliotekę. O tradycji wyposażania załóg kutrów w nowości książkowe mówił zresztą autor na spotkaniu w Gdańsku:
W miejscowości, z której pochodzę, władze miejskie zawarły takie porozumienie z biblioteką. Przez dwa lata, gdy byłem na morzu, bardzo dużo czytałem. Potem zatrudniłem się na trzy tygodnie na statku z Wysp Owczych, ale niestety nie było tam książek. Za to pierwszy oficer należał do sekty anababtystów i dał mi trzy cienkie broszury na temat swojej wiary, których nauczyłem się na pamięć.

Sięgając po „Sztormowe ptaki” przygotujcie sobie kubek gorącej herbaty i trochę czasu na czytanie. Jak zaczniecie, nie będziecie mogli się oderwać, chcąc dowiedzieć się, co się stało z załogą „Mewy”, jak poradził sobie młody Larus i czy bosman, zawadiaka i mroczny poeta odzyskał w końcu względy ukochanej. Z pewnością ci, którzy intensywnie żeglują lub sami pracują na morzu, znajdą w tej lekturze jeszcze inne walory, których nie zauważyłam.

Olga Szelc

Całą relację ze spotkania z pisarzem można przeczytać TU.

Einar Kárason
Sztormowe ptaki
Przekład:
Jacek Godek
Seria: Seria z Żurawiem (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego)

Notka o autorze:
Einar Kárason urodził się w Reykjavíku w 1955 roku. Studiował historię literatury na Uniwersytecie Islandzkim. Początkowo publikował głównie wiersze. W 1981 roku wyszła jego pierwsza powieść Guðjón, to idioci, dwa lata później ukazała się trylogia składająca się z tytułów: Wyspa diabła, Złota wyspa i Ziemia przyobiecana, opowiadająca o życiu po drugiej wojnie światowej w reykjavíckiej dzielnicy powojskowych baraków. Trylogia zdobyła ogromną popularność, na jej podstawie powstały adaptacje teatralna i filmowa oraz musical. Poza powieściami Kárason pisuje także wiersze, opowiadania, poradniki podróżnicze i książki dla dzieci. Jego powieści zostały przetłumaczone na inne języki, za swoją twórczość otrzymał wiele nagród i wyróżnień.
(ze strony www.wuj.pl)
Książkę możecie znaleźć – TU.

Opublikowany w: