„Kobieta ze szkła” – mroczna opowieść z Islandią w tle

998

„Kobieta ze szkła” jest drugą książką Caroline Lea, trenerki kreatywnego pisania, która interesuje się badaniem relacji w małych wspólnotach. Nie dziwi więc, że jako miejsce akcji swojej powieści wybrała właśnie Islandię. Jest rok 1686. Nadchodzi sroga, bezlitosna zima. Młoda Rósa musi wybrać pomiędzy przyjacielem z dzieciństwa, a małżeństwem z rozsądku. Skłoni się ku temu drugiemu. Jej przyszły mąż, Jón Eiríksson, choć wydaje się groźny i mówi się o jego pierwszej żonie, że zmarła w podejrzany sposób, zapewni przetrwanie chorej matce Rósy. Jest to cena, którą warto zapłacić. Trudno, przecież każda dziewczyna musi wyjść za mąż. Dziewczyna nie rozumie jeszcze, że z Pállem łączy ją coś więcej niż przyjaźń.

Bohaterka
W prowadzonej przez autorkę narracji dominuje historia Rósy, która jest inteligentna i ciekawa świata. Ojciec pozwolił jej poznać sztukę czytania i pisania. Poznała sagi oraz dawne wierzenia i tradycje. A powinna przecież czytać jedynie Biblię i uczyć się, jak być pokorną i posłuszną żoną. Tego oczekuje od niej przyszły mąż, kreujący się na pobożnego przywódcę osady, lecz mający wiele mrocznych tajemnic. Rósa nie ma jednak zamiaru się poddać. Prezentuje Jónowi starannie przygotowaną rolę – udaje cichą i głupią kobietę. Wszystko po to, aby mieć spokój. Tymczasem dziewczyna jest dociekliwa, odważna, nie chce pokornie stosować się do zasad i łamie je, jeśli uważa to za słuszne. Kieruje się własnym rozumem, zna i ceni spuściznę przodków – runy, sagi, opowieści. Sama je zresztą pisze, oczywiście w tajemnicy. Rósa jest jak kobieta ze szkła, ozdoba, którą dostała od męża i która z czasem stanie się jej amuletem, podobnie jak kamień z ochronną runą ukrywany starannie w kieszeni spódnicy. Krucha, ale i raniąca. Delikatna, ale też i pełna siły. Potrafi się bronić, gdy zajdzie potrzeba. Jest też ostrożna, nie chce być oskarżona o bycie wiedźmą i spalona na stosie. Warto jednak w tym miejscu dodać, że na Islandii za czary palono głównie mężczyzn. Dlatego ten strach nie jest obcy i Jónowi.

REKLAMA

Banita
W powieści pojawia się także drugi głos. Głos uciekiniera, który jest ścigany za swoje przewiny, odrzucony przez wspólnotę. Dość szybko możemy się domyślić, kim jest ten człowiek i co takiego zrobił. Dzięki jego wyznaniom poznajemy historię, która wydarzyła się w przeszłości i ma zdecydowany i tragiczny wpływ na przyszłość. To historia mierzenia się z traumami dzieciństwa, przemocą, a także z zakazaną seksualnością.

Silne kobiety
Inne niż wszyscy są także niektóre kobiece bohaterki – zwłaszcza Rósa, jej matka i poznana w Stykkishólmur nowa przyjaciółka – Katrín. Myślą samodzielnie, nie oceniają pochopnie, walczą dzielnie z losem. Widzą więcej, nie kierują się małostkowością i plotkami. Potrafią współczuć nawet temu, kto z pozoru jest oschły i okrutny. Domyślają się, że za taką postawą kryje się ogromne cierpienie.

Społeczność i outsiderzy
W powieści Caroline Lea z jednej strony mamy związaną ze sobą społeczność, która kieruje się surowymi i nienaruszalnymi zasadami. Zasady te wynikają nie tylko z wyznawanej religii, ale również z ciężkich warunków, w jakich przyszło żyć mieszkańcom islandzkich osad. Wspólnota to przetrwanie. Dla przetrwania warto poświęcić osobiste marzenia. Po drugiej stronie są niemal wszyscy główni bohaterowie tej powieści. Każda i każdy z nich jest outsiderem, ukrywającym swoje prawdziwe ja, aby przetrwać, chroniącym swoje rany, traumy i tajemnice oraz zakazaną miłość. W krytycznej sytuacji jednak zasłona zostanie odsunięta. Domek z kart runie i wszystkie sekrety wyjdą na jaw. Niektóre historie nie mogą się więc skończyć dobrze, niektórzy ludzie nigdy nie uzyskają akceptacji niewielkiej, zamkniętej społeczności.

 

Baśń, kryminał, powieść grozy i romans w jednym
Z czym od razu skojarzyła mi się powieść Caroline Lea? Z baśnią o Sinobrodym*, jego żonach i zakazanej komnacie, do której nowej oblubienicy nie wolno było zajrzeć. Wszystkie zbyt ciekawskie kobiety zostały ukarane i głowy kolejnych żon spoczywały w kolekcji złowrogiego małżonka.

Ale bohaterka tej historii jest sprytna. Sprytniejsza niż bohaterka baśni, dlatego zaczyna prowadzić własne, drobiazgowe śledztwo. W tym momencie opowieść nabiera cech gatunkowych kryminału. Mamy podejrzanego, prawdopodobnie zbrodnię, jest szereg plączących się tropów. Dziewczyna musi się dowiedzieć, dlaczego nie wolno jej wchodzić na strych, w jaki sposób zmarła jej poprzedniczka Anna, co ukrywa pomocnik i przyjaciel męża Pétur i skąd się bierze niechęć Jóna do mieszkańców Stykkishólmur. Może z tego, że wiedzą za wiele? Albo mogliby się dowiedzieć?

Mamy tu też elementy powieści grozy – niepokojące odgłosy dochodzące ze strychu, kroki niewidocznej istoty w ciemności, zimę, położone na uboczu gospodarstwo, samotność, lęk, odcięcie bohaterów od świata podczas śnieżnej zamieci, błądzącą wśród pól lawy obłąkaną kobietę…

Czy te wszystkie sytuacje i wydarzenia zamiast do rozwiązania zagadki, doprowadzą Rósę do zwątpienia we własny rozum i do szaleństwa ze strachu? Czego tak naprawdę chce od niej mąż? Czego chce ona sama, tym bardziej, że zaczyna do niej docierać, co czuje do dawnego przyjaciela i że nie żyje tak, jakby naprawdę chciała?
Trzeba przyznać, że autorka zgrabnie połączyła wszystkie wątki, dała postaciom wyraziste charaktery i potrafiła zachęcić czytelnika do uważnego śledzenia ich poplątanych losów.

Olga Szelc

*Baśń o Sinobrodym – TU.
Książkę znajdziecie TU

„Kobieta ze szkła”
Przekład: Łukasz Małecki
Wydawnictwo Literackie
Premiera: 12.02.2020

Opublikowany w: