Wrażliwy jak wiking

614

Recenzja powieści Bjørna Andreasa Bull-Hansena „Jomswiking. Czas ognia i żelaza”

„Jomswiking. Czas ognia i żelaza” – to pierwsza część serii o walecznych wojownikach z legendarnej osady Jomsborg. Nie wzięła się ona jedynie z wyobraźni autora. O tym miejscu opowiada anonimowa „Jómsvikingasaga” – wczesnośredniowieczna saga o założeniu osady przez Palnatokiego, opisująca także jej dzieje. Zapisano w niej również informacje o ostatecznej klęsce jomswikingów w bitwie pod Hjörungavágr.
Temat ten stał się kanwą powieści norweskiego pisarza i miłośnika kultury wikingów Bjørna Andreasa Bull-Hansena (warto zajrzeć na jego kanał w serwisie YouTube).
Co ciekawe, legendarny Jomsborg mógł znajdować się na wyspie Wolin. Po II wojnie światowej odkryto tam pozostałości osady z portem i cmentarzem. W powieści nie brak również słowiańskich akcentów. Wendowie w niej wymienieni to Słowianie nadbałtyccy, którzy z pewnością wiele razy mieli do czynienia z wikingami. Zamieszkiwali oni ziemie na wschód od królestwa duńskiego, Norwegii i Szwecji oraz na terenach od Odry do Gdańska. Jest także mowa o Islandii i Islandczykach. Główny bohater Torstein Szkutnik, syn Tormoda, słucha w pewnej scenie relacji o wyspie. Jego rozmówca chwali Islandię i jej mieszkańców, mówiąc, że są prawi, pracowici, uczciwi, gościnni i wierni dawnym bogom. To ostatnie spostrzeżenie ma ogromne znaczenie dla Tosteina. W Skandynawii trwa właśnie wypieranie bogów przez nowy kult – białego Chrysta. A Torstein nie ma z wyznawcami nowej religii ani dobrych relacji, ani też związanych z nimi pozytywnych wspomnień.

Torstein, syna Tormoda
Wszystkie perypetie poznajemy dzięki relacji głównego bohatera i zarazem narratora. Opowieść zaczyna się, gdy jest już starym człowiekiem i wspomina swoje dzieciństwo oraz lata młodości. Na spokojnej plaży w pobliżu jego domu lądują wojownicy, którzy bestialsko zabijają ojca Torsteina, a dwunastoletniego chłopaka uprowadzają i przykuwają do ławy na okręcie. Odtąd ma wiosłować pod batem, być może do śmierci. Jest świadkiem zamordowania jednego z niewolników, wie, że musi starać się nawet ponad siły, aby przetrwać. Trafia z czasem na targ i zostaje kupiony przez starego szkutnika. To u niego właśnie nauczy się sztuki budowania łodzi i doprowadzi do perfekcji umiejętność robienia łuków. A gdy nadejdzie pora, ucieknie, aby pozbyć się niewolniczej obręczy. W międzyczasie straci miłość swego życia Sigrid i przystanie do jomswikingów – zbiegów, byłych niewolników, najemników-wojowników z osady Jomsborg. Tu odnajdzie swojego brata Bjørna i coś na kształt rodziny i domu. Nie na długo jednak. Jomswikingowie staną się najemnikami Burysława, w życiu Torsteina znów pojawi się Sigrid, ale także ścigające go demony z przeszłości. Będzie musiał uciekać wraz z ukochaną jak najdalej jest to możliwe. Za cel Torstein obierze więc mityczną krainę: Winlandię, która podobno znajduje się jeszcze za Islandią. Droga do niej jest jednak długa i pełna wyzwań.

Siła opowieści
„Jomswiking. Czas ognia i żelaza” to nie tylko opowieść o wojowniku, ale przede wszystkim o człowieku, o dorastaniu, kryzysach, odwadze, poświęceniu. Torstein nie ukrywa swoich uczuć, przerażenia, smutku, napadów negatywnych myśli (mam nawet wrażenie, że autor delikatnie sugeruje depresję, czemu trudno się dziwić, zważywszy na trudne, pełne cierpienia życie Torsteina). Dzieli się swoim strachem przeżywanym podczas pierwszej bitwy, żałuje niektórych uczynków, zdarza się nawet, że współczuje swoim wrogom. Nie cieszy go zabijanie, ale wie, że często nie ma innego wyjścia. Żeby przetrwać i ocalić tych, których kocha: brata, Sigrid, przyjaciół – musi walczyć i musi to robić skutecznie.
Ma w sobie także wiele dobra i czułości dla towarzyszy, rodziny, ukochanej i zwierząt, którymi się opiekuje. Ratuje z bezdomności pieska o trzech nogach i konia, który okulał. Jest dumny ze swoich rzemieślniczych umiejętności, z tego, że potrafi zbudować wspaniałą łódź i zrobić dobry łuk. Bywa rozczulająco bezradny wobec cierpiącej w połogu córki wodza i w ogóle wobec kobiet. Nosi w sercu niezagojoną ranę po śmierci matki i wini się za to, że umarła ona, wydając go na świat. Pragnie także, aby kolejne pokolenia pamiętały o wartościach bliskich wikingom.
„Kiedy dzielę się takimi myślami z młodymi ludźmi, zdarza się, że się ze mnie śmieją. Może nie zapomnieli bogów swoich ojców i matek, ale nie mogą pojąć, jak myśleliśmy i czuliśmy w tych czasach przed wtargnięciem tu chrześcijańskich królów na wojennych wyprawach. […]
Jeszcze nie ugiąłem kolan przed jakimkolwiek chrześcijańskim królem i pozostanę nieochrzczony do końca swoich dni. Nie boję się <bożego gniewu> i opowieści mnichów o morzu ognia, w którym cierpieć będą męki tacy, jak ja. Ojciec mówił mi, że wolny człowiek powinien spotykać każdy dzień bez lęku. I w taki sam sposób powinien wyjść na spotkanie śmierci”.
Torstein to nie tylko mężczyzna z toporem, w szale zadający śmierć wrogom, chociaż takim też bywa i nie jest to dla niego bynajmniej powodem do dumy. To postać wielowymiarowa, skomplikowana i jako taka – ciekawa. Chcemy mu towarzyszyć w tej opowieści, poznawać dzięki niemu codzienne życie wikingów, ich tradycje, kulturę, wierzenia, sposób myślenia o świecie i o sobie samych.

Olga Szelc


Bjørn Andreas Bull-Hansen
Seria: Jomswiking
„Jomswiking. Czas ognia i żelaza”
Przekład: Katarzyna Michniewicz-Veisland, Maria Sibińska
Wydawnictwo Czarna Owca
Książkę znajdziecie TU:
https://www.czarnaowca.pl/kategorie/literatura-piekna/jomswiking,p1329779033

Opublikowany w: