Zmierzch i upadek Starego Domu

1169

Kolejny tom trylogii Einara Kárasona to jeszcze więcej szaleństwa i gorzkiego poczucia humoru…

Stęskniliście się za mieszkańcami Thulecampu? Wracają do nas w drugiej części trylogii, zatytułowanej „Złota wyspa” i przetłumaczonej przez Jacka Godka. Stary Dom nadal króluje nad dzielnicą biedy i występku. Jego mieszkańcy zaczynają obrastać w przedmioty, których wcześniej w tej okolicy nie było. Pojawia się telewizor, nowe auta, niektórzy wyruszają także w podróż, gnani chęcią odwiedzania rodziny, pochwalenia się swoim powodzeniem czy zobaczenia z bliska innych części wyspy. Wszystkie te przedmioty i aktywności nie zmieniają jednak faktu, że ich życie nadal jest pełne cierpienia, szaleństwa i mroku.

Utracjusz i Ikar

W tym tomie spotykamy dobrze już nam znanych bohaterów. Wróżka Karolina nadal zarządza Starym Domem i zastrasza swoim talentem sąsiadów, a Tommi ciężko pracuje w stworzonym przez siebie sklepie i płaci za wszystkie zachcianki rodziny, także własnym zdrowiem. Dolli próbuje być stateczną matroną, matką dzieciom i oczekuje ślubu z wieloletnim narzeczonym Grettirem. Wzrasta legenda Gogo, która mieszka za Oceanem w pięknej i dostatniej Ameryce, miejscu z marzeń i snów. Z tejże krainy obfitości powraca Baddi, pieszczoszek babci Karoliny, piękny i elegancki nie za swoje, ale dziadka pieniądze, utrapiony utracjusz. Jego brat Danni, podobny do małomównego trolla, nadal mieszka w szafie. W Starym Domu pojawiają się książki, te, po które sięga znudzona narzeczonym i dziećmi Dolli i takie, które przed rodziną ukrywa Danni. Ten ostatni czegoś ciągle szuka. Czyżby sensu życia, które mógłby realizować poza swoim drewnianym azylem? Tymczasem Baddi świetnie się bawi. Pijackie imprezy i podejrzane towarzystwo to niemal codzienność w Starym Domu. Umęczeni mieszkańcy próbują schodzić z drogi temu pięknisiowi, któremu wszystko wolno, także nie pracować. Rano zawsze czeka na niego śniadanie i kawa przygotowane przez kochającą go bez pamięci babcię Karolinę. Cała rodzina chodzi na palcach, gdy Baddi ma kaca. Przez chwilę nawet stanie się pozytywnym bohaterem, bo przez kilka dni z rzędu, niemal nie odpoczywając, będzie budował miejscową szkołę. Jego zdjęcia ukażą się w gazetach i piękniś dodatkowo zostanie ukoronowany sławą pracowitego robotnika i społecznika. Może więc znów poszaleć i nikt nie powie mu złego słowa. Ale i Baddi przekona się, że wszystko mija… zwłaszcza sława ulubieńca wróżki… Tommi walczy tymczasem o przetrwanie swojego małego sklepu, doskonale zdając sobie sprawę, że powodzenie rodziny zależy od jego starań. Cała ta krucha konstrukcja opiera się na brązowym portfelu, który spoczywa w jego kieszeni. Nikt nie liczy się z groszem, bo Tomas na każdy grosz zarabia. Niestety, nóż w plecy w krytycznej sytuacji wbije mu bez mrugnięcia okiem dalsza, chciwa rodzina, czyli Fia i Totti. Bo przecież, gdy można coś komuś zabrać, choćby i dorobek całego życia, to czemu nie? Tak już jest. Będzie więcej dla nas!

Karolina miota się między złością a czułością, między światem żywych a światem duchów, między Islandią ludzi a Islandią z zaświatów. Między światłem i ciemnością. Wśród nich wszystkich pewnego dnia to właśnie Danni z Szafy doznaje oświecenia i postanawia zrealizować swój cel, o którym dotąd pisał w pamiętniku, bo „wszystko jest lepsze, gdy można latać”. Nie tylko w marzeniach, ale naprawdę. Uczy się więc pilnie, zostaje licencjonowanym pilotem i wkrótce to on przejmie palmę pierwszeństwa i chwały. Zdegradowany Baddi, rozpuszczony do granic możliwości, ale już nie chwalony, we frustracji popadnie w pijaństwo, jeszcze większe niż wcześniej. Danni zaś wzbije się w niebo jak Ikar. Wróżka Karolina ma nowego idola. Wszyscy spoglądają na młodego mężczyznę z zachwytem, a on leci dalej i dalej… Tyle że pamiętamy, co stało się z Ikarem. Staremu Domowi nie zostanie oszczędzona żadna strata.

Einar Kárason pozostaje w tej powieści wierny indywidualnemu sposobowi opowiadania; językowi, to zabawnemu, to okrutnemu; budowaniu postaci, czasem kilkoma trafnie dobranymi spostrzeżeniami. Pod szorstkimi słowami można znaleźć czułość i zrozumienie dla mieszkańców zakazanej dzielnicy, a nawet najbardziej ponure zdarzenia zawierają w sobie odrobinę gorzkiego humoru. Thulecamp to ludzie z krwi i kości. Poplątani, niejednoznaczni, zdolni do szaleństwa, zła, dobra, miłości i czasem szlachetności. Zanurzeni w rwącym i bezlitosnym nurcie rzeczywistości, bo „jeśli życie jest cierpieniem, to na tej wyspie jest życie…”

Schyłek Thulecampu

Odejście Danniego to koniec romantycznej epoki Thulecampu. Już nie da się udawać, że ta dzielnica to wyjątkowe miejsce, w którym przeżyją tylko najtwardsi i wybrańcy, wróżki i idole. To po prostu przestrzeń pełna biedy i występku. Ma więc zniknąć z powierzchni ziemi i zostać uporządkowana. Tommi i Karolina Thomasson muszą przeprowadzić się do nowego domu (bo stanowczo odmawiają mieszkania w bloku), w którym on zamierza przeżyć starość i czekać na śmierć, a ona nawiedzana jest przez uporczywe i pełne pretensji duchy zmarłych. Zza Oceanu wraca też Gogo, pełna jak zawsze werwy, ale rozwiedziona… Czy to już koniec losów rodu Thomassonów? Nie, kolejna opowieść o nich nadejdzie do nas wraz z trzecią częścią trylogii – „Ziemią przyobiecaną”. Czekacie? Bo ja tak.

Olga Szelc

Recenzję pierwszej części znajdziecie TU.

Książki znajdziecie na stronie wydawnictwa MARPRESS TU.

Opublikowany w: